Tak jak w temacie: zmiany. Spore. No bo w pracowni, w papierach, w pogodzie, w urodzie... Dziś kawałek mojego nowego królestwa :) Zapraszam na kawkę!
Pozdrawiam cieplutko!
poniedziałek, 28 lutego 2011
niedziela, 20 lutego 2011
czwartek, 17 lutego 2011
Powalentynkowo
ubieram się w Twe gesty,
choć jest mi nie do twarzy...
ubieram się w Twój uśmiech,
którym nie każdego darzysz...
ubieram się w Twój zapach-
tak łatwo w nim zasypiam...
ubieram się w Twe oczy
i nimi Cię połykam...
ubieram się w Twe słowa
tak dźwięczne i drżące...
ubieram się w Twe dłonie
inaczej mnie dotykające...
i cała tak ubrana siedzę
w Tobie zakochana...
[m.l]
[m.l]
Etykiety:
czary-mary Parviflory,
kwiaty
czwartek, 10 lutego 2011
Chyba nie ma takiej osoby...
... która nie czekałaby na wiosnę!
Nom, ja też nie jestem oryginalna pod tym względem! Dlatego z tej tęsknoty wielkiej płodzę wiosenne dekoracje. Nadal pozostaję pod wpływem ogromnym - jak sie okazuje na nieszczęście dla Miśka, który tego po prostu nie kuma - metalowych osłonek, zwłaszcza tyc z serii "welcome to my flower garden"...
Mało dziś pisania, więcej oglądania. A że zima ma jeszcze wrócić na moment - stąd kryształki lodu i inne zimowe akcenciki w niektórych dekoracjach...
Miłego dnia życzę!
niedziela, 30 stycznia 2011
Wyróżnienie, prymulki, lateks i łabędzie.
Dziś - różnorodnie! I dość duuużo czytania. I oglądania zdjęć... Tyle się ostatnio dzieje, a na napisanie posta nie ma czasu... A może jest?... Tylko obok siedzi straszny leń! Oooo tak! Leń lubie mnie odwiedzać, chyba spodobała mu się moja nowa pracownia ;)
Przede wszystkim serdecznie dziękuję Uli, od której dostałam wyróżnienie:
Jest mi szalenie miło, że ktoś docenił to, co robię, o czym tu wypisuję, no iiii... wiecie ;) Fajnie się coś dostaje! I nie jest to bynajmniej próżność, o nie!
Idąc dalej - są zasady, których będę się pilnować:
- podziękowanie osobie, która przyznała wyróżnienie
- umieszczenie na swoim blogu linka do tego bloga, z którego wyróżnienie owo przywędrowało
- umieszczenie na swoim blogu banerka oznaczającego wyróżnienie
- wyznaczenie 10 blogów, którym wyróżnienie się przekazuje
- powiadomienie osób prowadzących wyróżnione przez siebie blogi o takowym czynie
I tak - punkt pierwszy, drugi i trzeci już spełnione, wyróżnienie to przekazuję (czyli punkt 4) wspaniałym osobom, na których blogach czytając posty świetnie się bawię, gdzie zdobywam cenne informacje, skąd czerpię fantastyczne inspiracje. Nie jest to proste - problemem są banerki na wielu blogach z tekstem: WYRÓŻNIENIA SĄ MIŁE ALE NIE, DZIĘKUJĘ. Pisałam już kiedyś jaki mam do tego stosunek... Nieważne... Szkoda, że nie mogę w ten sposób wyrazić swojej wdzięczności, ale cóż... Wybrałam więc (choć i tak tych blogów jest więcej...):
Za chwilkę postąpię wedle punktu 5.
********
Taaaaak! Wiosnę najprędzej upatrzymy w kwiatach!
*******
Kolejne wyzwanie przede mną! Szpada to? Czy coś innego? Ale chyba coś z broni białej?
No - i mam to coś ustroić sztucznymi kwiatami... No ok, ale jakimi, jaki kształt nadać kompozycji... Czy ma być mała, czy większa? Czy zakryć część ozdabianego przedmiotu czy dekor umieścić poza nim? Hm... Jak zwykle po inspiracje jadę do... hurtowni. Chodzę między regałami, oglądam morze sztucznych kwiatów... Oczywiście oglądam je paluszkami, bo samymi oczkami to mi nie wystarcza! W końcu - mam! Mini-magnolie! Kolor? Fantastyczny! Wielkość? Doskonała! Faktura? Niesamowita! Iiiii...... już wiem, jak będzie wyglądał dekor! Tak! I jeszcze sznurkodrut brązowy, do tego kilka liści żebrowych... Mocowanie i - proszę bardzo - oto co mi wyszło!
I tak dla porównania:
PRZED i PO
Tak, wiem, wiem - czwarta magnolia od dołu - lekko poza trasą - ale przed wydaniem - została "naprostowana" ;)
Jeszcze tylko odpowiednie opakowanie prezentu - i pani zamawiająca - baaaardzo zadowolona ;)
*******
Jezioro łabędzie... i wszystko jasne... (w kolejnym poście będzie o tym wydarzeniu nieco szerzej...)
Etykiety:
czary-mary Parviflory,
kwiaty,
kwiaty sztuczne,
wyróżnienia
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Dla Babci i Dziadka - kwiatowa gratka!
Będzie dużo zdjęć ;)
*******
Gratka! I to jaka! Z żywych kwiatów! Przygotowana przez Przedszkolaków! Ale po kolei...
Dostaję propozycję poprowadzenia zajęć z cztero- i pięciolatkami z jednego z łódzkich przedszkoli. Mogę zrobić co chcę, jak chcę i czym chcę - najważniejsze, by nadawało się to na prezent dla babci i dziadka. Ok, nie ma sprawy. Przedszkolaki są przeciez takie fantastyczne, rozkoszne, uwielbiają tworzyć, wyżywać się artystycznie... Co za problem? Wymyślam, że dla dziadków będą laurki kwiatowe, dla babć - kompozycje w naczyniach. I... do dzieła!
Jadę na giełdę, kupuję hiacynty (bo niesamowicie pachną!), koreanki (bo są pasują do prac wyklejanych), pierzaste liście ledera, pędy eukaliptusa. Gąbkę mam, serduszka na piku też, osłonki w najwyższej gotowości pierzą się w niesamowitych kolorach... choć jak się potem okaże - i tak największe wzięcie miały te różowe... i zielone... ;)
W przedszkolu dzieciaki są niezwykle podekscytowane, zaciekawione podchodzą do kącika, w którym przycinam gabkę, czyszczę kwiaty z liści, odcinam hiacynty od cebulek. Panie wychowawczynie ustawiają stoliki, szykują niezbędne przybory: pędzelki, nożyczki, miseczki na klej, miski na wodę do moczenia gąbki.
Maluchy siadają na dywaniku, przedstawiam się, opowiadam trochę o tym co robię, po co tu jestem i co za chwilkę będziemy robić.
Kiedy już przedszkolaki siedzą na swoich krzesełkach - panie rozdają dzieciom kartoniki na laurki dla dziadków, z naklejoną wcześniej ramką i wazonikiem. Ja, pani Halinka i pani Madzia odcinamy drobne i delikatne listki ledera, dzieciaki obficie smarują je klejem i nakładają na kartoniki tworząc bukiet w wazoniku.
Ale coś się zaczyna dziać, wielkie poruszenie wśród dzieciaków, słyszę głosiki niezadowolenia... NIE KLEI SIĘ PROSZĘ PANI! Hm... no jak to się nie klei... przecież wikol na pewno przykleja do papieru żywe liście i kwiaty... tyle razy sprawdzałam... Ale chwilkę ten wikol ma coś dziwnie biały kolor, nie jest nawet lekko szlisty... Pytam panią Halinkę, czy to aby na pewno ten klej,o który prosiłam? Twierdzi, że tak... Dzieciaki zaczynają coraz bardziej się wiercić, nie podoba im się zbyt długie trzymanie łapek na obrazku, na którym listki nijak nie chcą się przykleić! Maczam palce w tym kleju, ciapciam... hm... to nie jest wikol, mam obawy, że to nawet nie jest klej... zero jakiejkolwiek lepkości... Oglądam butelkę "kleju"... Okazuje się, że to biała farba! aaaaaaaaaaaaaaaaa! Pani Halinka zdziwiona, twierdzi, że ramki i wazoniki na to to białe właśnie przykleiła do kartoników laurkowych... Hm... No, być może, to papier i to papier... Farba mogła skleić ;)
Wśród dzieciaków dość spore zamieszanie, nie zauważam kto, ale przynosi wikol w tubce. Sprawdzam na swojej laurce - klei! No to teraz trzeba podmienić zbyt ubrudzone białą farbą kartoniki, trzeba umyć łapki i można brac się do roboty! Już z prawdziwym klejem ;) wyklejanie idzie dość gładko,pierw listki, potem kwiatuszki. We trójkę pomagamy dzieciom.
Ufff, laurki skończone!
Robimy krótką przerwę na umycie łapek, nalewam wodę do misek, szykuję kwiaty. Rozdaje osłonki - oczywiście niemal wszystkie dziewczynki chcą mieć różową osłonkę, chłopcy są bardziej różni pod tym wzgędem - wybierają zieloną, pomarańczową, żółtą... Pokazuję coś fantastycznego - jak stwierdził jeden chłopiec - pokazuję gąbkę, opowiadam o niej, rozmawiamy o tym, jak ważna jest woda dla kwiatuszków... Każdy maluch dostaje swój kawałek i kładzie do wody. Niesamowitych doznań dostarcza obserwacja, jak to ta gabka świetnie tonie: "moja pierwsza! a moja druga! o, a moja jeszcze sie nie umoczyła cała!" itd... Po czym następuje wyławianie swoich gąbek - jaki niesamowta wrzawa, ile szczęśćia i radości! może to woda? W której można się bezkarnie pomoczyć? ;)
Kiedy gąbki lądują w osłonkach - rozdajemy dzieciakom hiacynty - dziewczynki zachwycają się ich przepięknym zapachem, chłopców bardziej interesuje to, w jakim kolorze jest ich kwiat i jaki jest duży ;) Umieszczamy nasze hiacynty w gąbce, co nie jest wcale takie proste, bo kwiatki te charakteryzują się dość delikatną, dość mocno uwodnioną łodyżką, dlatego kilka kwiatów ulega złamaniu - ale nic to - są zapasowe! W gąbce, obok hiacyntów, lądują jeszcze pędy eukaliptusa i koreanki. Na koniec kompozycje zdobimy sizalem, wtykamy czerwone serduszko z bilecikiem.
Dzieci są zawolone - mają prezenty dla babci i dziadka, panie nauczycielki są zadowolone - pokażą dziadkom, że w tym przedszkolu dzici mają róznorodne zajęcia, także takie niespotykane, m.in. z kwiatami zywymi, i ja jestem zadowolona - zadanie wykonane pomyślnie, pomimo poczatkowych kłopotów z klejofarbą... Aj tam, juz o tym nie pamiętam! ;)
Jeszcze tylko pamiatkowe zdjęcie z moimi podopiecznymi ;)
*******
Mamo, Madziu - dzięki za nowe doświadczenie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































