Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje florystyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje florystyczne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lipca 2013

(Inter)National Lonely Bouquet Day

Od wielu lat na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Samotnego Bukietu. Przypada na 30 czerwca. Floryści z całego świata szykują się na jego obchody wykonując tzw. "samotne bukiety", czyli niewielkie, symboliczne bukieciki opatrzone bilecikiem z informacją:

Weź mnie proszę!
Jestem samotny i szukam nowego domu... może mógłbym zamieszkać z Tobą i Twoimi bliskimi?
Moi kwiatowi przyjaciele chcieliby wiedzieć, jak skończyła się moja historia i do kogo trafiłem.
Dlatego, proszę daj im znać na:
http://www.facebook.com/TheLonelyBouquet

Wraz ze Zdobieniem Świata włączam się do tegorocznej akcji organizując 29 czerwca warsztaty florystyczne, podczas których powstaje kilkanaście "samotnych bukietów". Razem z młodymi adeptkami sztuki florystycznej wykonujemy bukiety na ciekawych kryzach, z kwiatów głównie polnych - co jest dowodem na to, że nie tylko róże, ale również astry, groszki czy hortensje doskonale nadają się do tego, by w bukiecie grać pierwsze skrzypce, zresztą - wszystko widać na zdjęciach :)
















(więcej zdjęć z warsztatów TUTAJ)

Po warsztatach bukiety rozstawiamy w różnych miejscach w Łodzi i w Zgierzu. Czy ktoś się na nie skusi i przygarnie samotnie stojący bukiecik? Na pewno!

środa, 11 lipca 2012

... a czasem coś pokażę ;)


Ostatni tydzień czerwca, "Łódź miastem kobiet", kino Bałtyk, promocja Centrum Nauki i Biznesu ŻAK:. Materiały:

Produkt końcowy:



Skromna autorka ;)


*******
Zostały jeszcze 2 dni na zapisanie się na CANDY - chętnych zapraszam!


niedziela, 5 grudnia 2010

Wilanowska Oranżeria - zapraszam!

Wstęp do tego postu kryje się TUTAJ :)

1 grudnia zaczynam odczuwać lekką nerwówkę - a jak się coś nie uda? No bo tak: po pierwsze pogoda płata nam nieziemsko okropnego figla zasypując świat nieprzebytą masą białego puchu, a to katar zaczyna mnie męczyć, a to znikome fundusze na najpotrzebniejsze drobiazgi w strasznym tempie topnieją (ojjjj, żeby tak stopniał ten szary dziś śnieg...). Pojawiają się problemy techniczne przez pogodę właśnie: ciężko poruszać się pociągami - te stoja, mają opóźnienia - istnieje ryzyko, że w piątek do Warszawy nie dotrą Sylwia i Justyna... I co wtedy? Bez ich elementów naszej aranżacji nie ruszymy... Jest kolejny problem - z dowozem kwiatów... Sponsor oddaje nam mnóstwo kwiatów albo w Poznaniu albo w Gliwicach... Dziewczyny z Poznania przecież nie zabiorą ich pociągiem - po pierwsze istnieje ryzyko przemarznięcia po drugie - no fizycznie niewykonalne, bo jak... Kolejnym problemem jest transport osłonek, które dostaliśmy od kolejnego Sponsora... Żadna firma spedycyjna nie podejmuje się przewozu do Warszawy, do Łodzi również nie da rady... Pozostaje liczyć na Ilonę - ona będzie jechać do stolicy z Tych przez Częstochowę... Tylko czy śniego nie będą przeszkodą? Wielkie znaki zapytania, niepewność...

W końcu nastaje piątek, 3 grudnia. Samochód spakowany: pudła, skrzynka narzędziowa, krzesła, walizka... I co? NIE ZAPALA! Co teraz? Na szczęście razem ze mną jedzie Magda ze Zgierza - podjeżdża więc po moje klamoty, przeładowujemy do jej samochodu. W drogę! Dzwoni telefon - dziewczyny z Poznania też już sa w pociągu, jadą! Uffff! Okazało się, że kwiaty z Poznania dowiezie do Kutna, do Swietki - Marcin - autor i założyciel portalu e-florystyka.pl. A Ilona ma wjechać po osłonki... Podróż do Warszawy trwa niemal 4 godziny - kiedy przy normalnych warunkach pogodowych i trasowych - około 80 minut... Straszny korek, niemal dwukilometrowy w podwarszawskich Jankach... Dobra. Korek się skończył, dzwonią dziewczyny, że szukają dużej taksówki. Dzwoni do mnie Małgosia, która wcześniej wybrała się do oranżerii zostawić swoje przydasie, mówi, że są jakieś problemy (KOLEJNE!) z naszymi stoiskami! Są nie tam, gdzie być miały, nie takie jakie być miały - a chodzi tu o szerokość ścian, wg których zostały wyprodukowane nasze fototapety... Jak dojedziemy na miejsce - mamy znaleźć panią Joasię i z nią rozmawiać. Obiecuje, że będzie dobrze! Gosia idzie na uczelnię, dołączy do nas wieczorem... Dostaję kolejne niefajne nowiny - Ilonka nie da rady podjechać po osłonki, wybiera inną trasę... A wszystko przez pogodę! No i co teraz? Osłonki być muszą!

Podjeżdżamy niemal w tym samym czasie do Wilanowa. Justyna, Sylwia, Magda i ja wypakowujemy klamoty - matko kochana - ile tego jest! Niejeden złapałby się za głowę! Na szczęście dostajemy wózek... Odnajdujemy panią Asię - ufff, chyba jest dobrze! Przestawiamy jedną ściankę, wymiary stoiska są zgodne z planem. W międzyczasie jakieś niesnaski odnośnie obanerowania stoiska, postawienia skarbonki i takie tam. Ale nic to, najważniejsze, że możemy działać!


Pierwsze co - rozkładamy fototapetę i montujemy na ściankach naszego boksu. Niby nic - a robimy to jakieś 3-4 godziny! Poważnie! Wielkie płaty wydrukowanej folii nie chcą za bardzo współpracować, a o zszywaczu tapicerskim nie wspomnę! Ten to dopiero dziwak - po 2-3 zszywki naraz wypluwa! Szaleniec! Żeby osłodzić sobie nieco pracę - w międzyczasie robimy sobie małą przerwę, na którą jak najbardziej zasługujemy - pałaszujemy karpatkę!

Ok, tapeta już jest, trzeba jeszcze tylko zamalować czarną część ścianki nad tapetą. I tło naszego boksu skandynawskiego już jest, VOILA!


Po tapetowaniu - jesteśmy naprawdę zmęczone! Zamawiamy chińszczyznę - pora na obiad!

A po obiadku Sylwia, Justyna i ja zabieramy się za produkcję dekoracji bożonarodzeniowych, a Magda maluje ściany naszego drugiego boksu. Dołącza do nas Małgosia, częstuje nas zimnymi napojami - ojjj jak nam tego brakowało - musicie wiedzieć bowiem, że w oranżerii strasznie gorąco i suche powietrze...

Trwa produkowanie wianków, stroików świątecznych, pakujemy prezenty.

Dzwoni Ilonka - jednak pojechała po osłonki! Swietka też już w drodze, ma kwiaty! I wszystko się układa pomyślnie! Kilka minut po godzinie 21 nasza koleżanka z Rosji jest już w Wilanowie, rozładowujemy kwiaty i inne szpargały. Niemal zaraz po niej - przyjeżdża Ilona! No to jesteśmy w komplecie! Wyładowanko i... jedziemy do hotelu na noc, na dziś prace dobiegły końca. A w sobotę - to dopiero będzie jazda! Trzeba będzie dopiąć wszystko na ostatni guzik!

Po pysznym hotelowym śniadanku - jedziemy do Wilanowa, gdzie produkujemy kolejne dekoracje, głównie kwiatowe! Robota w rękach się pali! Ale frajda! Szaleję z zardzewiałym drutem, robię lampiony, wianki oplatam! W duchu dziękuję wspaniałej Hani - której niestety z nami nie ma - ale wcześniej przysłała mi kilka drobiazgów, z których teraz powstają śliczności! Zresztą - zobaczcie sami:






Około godziny 16tej zaczynamy się pakować. Jeszcze tylko piasek, śnieg, dwa tildziaki na sanki i... boks skandynawski ukończony!




A boks ekskluzywny - może nie w powijakach - ale jeszcze mu brakuje do ukończenia...




Pałaszujemy obiadek i zbieramy się do drogi - tzn. ja i Magda wracamy do Łodzi, Sylwia z Justyną - do Poznania. Małgosia, Swietka i Ilonka jeszcze zostają i kończą swoje kryształowo-futerkowo-biało-fioletowo-srebrno-czarne dzieło.

Późnym wieczorem kończą.

*******
Dziś - pierwszi odwiedzający, dno amelkowej skarbonki zaczyna się znikać pod banknotami :) I O TO NAM PRZEDE WSZYSTKIM CHODZIŁO!

*******

I jeszcze notka zapraszająca wszystkich na wystawę (pochodząca STĄD)

"W grudniu 2010 roku w Oranżerii Muzeum Pałacu w Wilanowie odbędzie się siódma edycja bożonarodzeniowej wystawy świątecznych aranżacji stołów. Jest to wspaniała okazja do  podpatrzenia pomysłów profesjonalistów i zastosowania ich we własnym domu.

Celem wystawy jest zaprezentowanie szerokiej publiczności aranżacji stołów w okresie świąt Bożego Narodzenia. Zwiedzający będą mieli okazję podziwiać wytworne i oryginalne nakrycia oraz dowiedzieć się w jaki sposób samemu nakryć i jak przyozdobić świeżymi kwiatami stół, aby nadać mu odświętny charakter. Organizatorzy zadbają również o atrakcje dla dzieci. W Oranżerii zostanie ustawiona choinka, którą maluchy będą mogły udekorować wstążkami oraz własnoręcznie przygotowanymi ozdobami z krepiny, kokard i papieru. Dzieci będą miały okazję bliżej poznać tradycje świąteczne. Wystawa cieszy się dużym uznaniem Warszawiaków i na stałe wpisała się w kalendarium imprez kulturalnych organizowanych w okresie bożonarodzeniowym. Odwiedza ją średnio 6 tys. osób, wśród których są miłośnicy piękna, przedstawiciele mediów, zorganizowane wycieczki z najdalszych krańców Polski oraz liczne grupy turystów.


Wydarzenia towarzyszące wystawie:

12 grudnia o godzinie godz. 17.00 - Koncert pod choinkę “Wilanów pełen harmonii...", wystąpią: Yuri Shishkin & Harmonium Duo (akordeony), program: C. Franck, P. Czajkowski, S. Rachmaninow, M.Musorgski, D. Szostakowicz,W. Siemionow, W. Zolotariew.

19 grudnia o godzinie 15:00 - aukcja prac florystów (dochód z aukcji przeznaczony będzie na leczenie małej Amelki)

Bożonarodzeniową wystawę z cyklu „Wśród Nocnej Ciszy” będzie można oglądać codziennie w Oranżerii Pałacu w godzinach 10.00 - 16.00.

Organizatorami wystawy są: Muzeum Pałacuw Wilanowie, Stowarzyszenie Akademia Wilanowska oraz Biuro Kwiatowe Holandia.

*Wstęp na wystawę i koncert jest bezpłatny."



Ja jeszcze tylko przypomnę - że w czasie trwania wystawy - jest wystawiona skarbonka, do której możecie wrzucać pieniążki dla Amelki z Karmelkowa.


A na licytację pod młotek pójdą kompozycje z naszych dwóch stoisk, a byc może z innych - ich twórcy też coś nam dorzucą! A fajne, ojjj fajne przedmioty można zgarnąć, ot choćby ramę okienną pojedynczą, ramę okienną podwójną, starą skrzynię, sanki, tildziaki, no i moc kwiatowych kompozycji w ceramicznych lub drewnianych osłonkach! Niech to chociaż Was zachęci :)




Wielkie dzięki!

niedziela, 14 listopada 2010

No dobra moi kochani...

... dość tych tajemnic ;)

W dniach 6-19 grudnia w Wilanowie odbędzie się wystawa bożonarodzeniowa pt. "Świąteczna Biesiada". Jak co roku - wystawę tworzą ludzie z pasją, dobrowolnie, z ogromnym zapałem i potencjałem; wśród nich m.in. floryści. Jak już się domyślacie - będę współtworzyć tą ogromną wystawę - razem z moimi koleżankami florystkami z forum e-florystyka. Wejście w szeregi twórców wilanowskiej wystawy wbrew pozorom nie jest zbyt proste...

Jak do tego doszło?

6 września na forum ktoś wpisuje post, w którym mowa o wystawie, jej tematyce i takie tam... Część z nas akurat jest na warsztatach w Dąbrówce Kościelnej pod Poznaniem, o czym pisałam TUTAJ. Jednak po powrocie czytamy i myślimy, i dyskutujemy i... rezygnujemy. Nie ma co... po co... może ktoś... I temat idzie w zawieszenie. Jednak ja cały czas o tym myślę, gdzieś w podświadomości... A gdyby była możliwość przy okazji tej wystawy komuś pomóc? Tak się skłąda, że akurat mamy na forum pewną podopieczną, niesłyszącą od urodzenia Amelkę Sykut... A jeśli da radę zebrać jakieś pieniążki? Tylu odiwedzających w takim miejscu... I tak ze 3 dni biję się z myślami... W końcu - jak to ja - nie wytrzymuję - piszę maila do Sylwii. Dziewczyna przyklaskuje! Rozmawiamy z innymi dziewczynami, dzwonimy do naszego Adminka, czy podejmuje się wziąć nas w opiekę itd... Sylwia kontaktuje się z paniami, które bezpośrednio zajmują się przygotowaniem do wystawy wilanowskiej. I co? Mamy ich poparcie, pomysł ze zbiórką pieniążków jak najbardziej im się podoba! A więc - możemy wystawić skarbonki, które - mamy nadzieję - będą szybko się zapełniać!!! Ponadto chcemy, żeby ostatniego dnia wystawy zrobićlicytację naszych prac, a pieniążki za nie zebrane - lądują oczywiście w skarbonce Amelki. I na to i na to - mamy przyzwolenie, pełne ciepła poparcie! No to teraz trzeba zebrać ekipę, uruchomić kanały sponsorskie i... 

I. 6 listopada jadę do Warszawy. Spotykam się z Sylwią i Justyną (przewspaniałe organizatorki naszych forowych warsztatów) Teraz już wiecie, po co :) tam z kilkoma innymi paniami ustalamy luźne ramy i zarys wystawy; oranżeria zostanie podzielona na kilkanaście boxów, i zamysł jest taki, żeby każdy box był inny, urządzony w konkretnym stylu, zaaranżowany od A do Z. Odwiedzający wystawę mają mieć wrażenie, jakoby przechodząc z boxu do boxu - przechodzili z jednej bajki w inną... Panie Organizatorki mają przygotowane przykładowe tematy boksów, z których wybieramy jeden - traktujący o elegancji, ekskluzywności, ale też o minimalizmie, dostojności... Widzimy ten nasz box w bieli, srebrze, kryształach i szronie, wszystko przełamujemy fioletem w różnych ciepłych jego odcieniach... A drugi box? No dobra, przyznaję się - proponuję świąteczną aranżację  w stylu skandynawskim. Stąd - moja prośba w poprzednim poście o adresy stron www z ciekawymi inspiracjami - dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy mi pomogli! Inspiracji mnóstwo! I już nie mogę się doczekać tego przygotowania do wystawy i potem samej wystawy!

I tutaj również ogromnie wierzę w to, że nie zawiedziecie, bo mam kolejną prośbę. Jako że jestem tylko florystką, tak samo jak moje koleżanki, z którymi będziemy tworzyć masę świątecznych stroików i aranżacji np. ze świecami - nie potrafię tworzyć tak cudnych tildowych anielic, śpiochów, króliczków, mikołajków, reniferków itp. jak wielu moich blogowych Gości... I to do Was mam prośbę - gdybyście zechcieli zaistnieć na tej wystawie - proszę Was o wypożyczenie jakiegoś tildowego stworka na czas trwania wystawy, lub przekazanie go po wystawie na licytację dla Amelki - będę ogromnie wdzięczna! Nadmienię, że każdy, kto zechce nam pomóc ocieplić nieco dość surowe bądź co bądź wnętrze skandynawskie - właśnie takim sympatycznym tildziakiem - ma możliwość osygnowania go, "zaopatrzenia" w wizytówki, które w ciągu dwóch tygodni trwania wystawy na pewno rozejdą się jak ciepłe bułeczki. Kto wie, może to będzie początek owocnej współpracy? Tak więc - jak widzicie - nie tylko coś dajecie, ale możecie otrzymać coś wzamian, jednocześnie pojawiając się wśród współorganizatorów, współwystawców. Co Wy na to? Tylko jest pewien warunek: tildziak musi byc utrzymany w kolorystyce świątecznej: biały, czerwony, zielony. Żeby wszystko pięknie do siebie w tym boxie pasowało i - choć od wielu twórców - stanowiło jedną zgraną całość.

Z góry dziękuję za jakąkolwiek współpracę :) a jeśli ktoś się zdecyduje wypozyczyć lub podarować tildziaczka do naszego boxu - proszony jest o napisanie do mnie e-maila na adres biuro@parviflora.pl - mailowo ustalimy szczegóły.

Pozdrawiam cieplutko i po cichu liczę na duże zainteresowanie - w końcu chyba warto się pokazać w takim miejscu?

*******
A żeby post nie był pusty w zdjęcia - bardzo proszę - kwiaty ode mnie dla Was!

poniedziałek, 20 września 2010

Wykluczona ;)

Chcę się z Wami czymś podzielić, bo wcześniej pisałam o mojej drugiej rodzinie... bo... w sumie to nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać... a jeśli płakać to z żalu czy ze złości? Bo na pewno nie jest mi przykro, że mnie tam nie chcą i takie tam! To musiało się w końcu stać, prędzej, czy później - wiedziałam, że otrzymam maila o treści:

Witaj parviflora,

Dostajesz ten e-mail, ponieważ twoje konto zostało usunięte z Forum Dodatkowych informacji, możesz spróbować uzyskać u administratora.
--
Administrator forumkwiatowe.pl

 oraz na stronie http://www.forumkwiatowe.pl/ po próbie logowania czytam:

Zostałeś wyrzucony z tego forum
Skontaktuj się z webmasterem lub administratorem forum jeżeli chcesz wyjaśnić tą sytuację.

Reasumując: za to, że włożyłam kawał siebie w to całę forum, za to, że poświęcałam swój czas, za to, że koordynowałam jeden z większych projektów (WOŚP), w końcu za to - że odważyłam się napisać jak naprawdę od kuchni wyglądała organizacja akcji "Floryści Dzieciom" i przerwałam łańcuch milczenia wielu innych użytkowników nazywając administrację forum hipokrytami - zostały pousuwane moje posty, w innych dokonano moderacji bez mojej zgody - czyli CENZURA?! - i na koniec - zostałam wyrzucona! Rodzina...

I wiecie co? Dobrze się stało, dużo się nauczyłam, o wiele ostrożniej podchodzę do obcych mi osób, mam nadzieję, że już nigdy nie spotkam na swojej drodze ludzi tak zawistnych, tak dwulicowych, tak interesownych, tak zakłamanych i tak... nielojalnych... Gosiu - wiem, że do mnie zaglądasz - na Tobie zawiodłam się najbardziej... Co sobie poryczałam to moje, ale... dobrze się stało :)

Całej ekipie forum kwiatowego NIE ŻYCZĘ powodzenia, i tak polecicie, już stąpacie po równi pochyłej, prędzej czy później ludzie zaczną się na Was poznawać, zostanie mała, hermetyczna grupka, kilka osób, które podpisały lojalkę... Cieszę się, że mnie w niej nie będzie!

A wszystkim ŻYCZĘ szczęścia na różnych forach, gdzie się udzielacie, obyście nigdy nie trafili do takiego grona osób, gdzie hipokryzja jest na porządku dziennym, jeden drugiemu wbija nóż w plecy z fałszywym uśmiechem od ucha do ucha!

Powyższy post napisałam - może ku przestrodze - może ku poprawieniu samopoczucia - odczytajcie go na swój sposób - mam nadzieję, że mnie rozumiecie...

środa, 1 września 2010

Floryści Dzieciom...

... w kwiaciarni PARVIFLORA

Kartka w kalendarzu wskazuje 2 lipca. Zmęczona po całym dniu kwiaciarskiej dłubaniny, siadam z zimnym Magnusem wygodnie w fotelu, odpalam laptopa i zaczynam odprawiać codzienny rytuał przeglądania ulubionych stron www, wśró których jest oczywiście Forum Kwiatowe. Otwieram nowy temat i wczytuję się w ciekawy artykuł-apel. Chodzi o ogólnopolską akcję Floryści Dzieciom. Czekają na chętnych do współtworzenia projektu. Czy w to wchodzę? No jasne! Świetny pomysł no i kolejna okazja by zebrać trochę pieniążków dla Amelki! Zapisy przyjmowane są do 31 lipca. Na niemal 2 tysiące zarejestrowanych użytkowników - odpowiada garstka... Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje? Przecież to niesamowite przedsięwzięcie, którego chyba fajnie być członkiem i dać coś od siebie ot tak, dla dzieci? Suma sumarum - 30 punktów na florystycznej mapie Polski zaczyna świecić różowym światełkiem :)

Dokładnie miesiąc później, 2 sierpnia, dostaję e-maila od Janusza Błaszczyka - managera projektu. W nim Janusz dziękuje za przyłączenie się do projektu, czytam o potrzebie takiej akcji dla dzieciaków, o aktywizacji naszych lokalnych środkowisk, w końcu o wsparciu dla córeczki naszej forowej koleżanki - dla Amelci, do której bloga widzicie banerek z uśmiechniętą dziewczynką z prawej strony ekranu. Czytam również, że możemy liczyć na małe wsparcie [cytat: Dostaniecie na wasz adres 2 kartony zielonej gąbki firmy Victoria, odżywki do kwiatów ciętych dla uczestników warsztatów, odżywkę do kwiatów dla waszej kwiaciarni od firmy Victus - Emak marki Chrysal, plakat akcji do umieszczenia w widocznym miejscu.]. W załączniku - kilka przykładowych zajęć z kwiatami, dla Milusińskich... Poza tym - nasz poczynania warsztatowe zostaną pokazane na portalu. Wszystko wygląda świetnie! Z rogalem od ucha do ucha - zaczynam snuć plany...


Ustalam termin na swoje warsztaty na 29 sierpnia, w ostatnią niedzielę wakacji. Drukuję ulotki, które rozdaję klientom kwiaciarni, przechodniom na ulicy, zostawiam kilka w różnych sklepach i kioskach. Przygotowuję notke prasową, która dzięki uprzejmości kolegi mojego Małża - trafia do kilku redakcji prasowych, radiowych i telewizyjnych. Zbieram i pakuję fanty do loterii fantowej, z której całkowity dochód zostanie przekazany na leczenie i rehabilitację Amelci...

Z niecierpliwością czekam na plakat. Chciałabym go jak najszybciej powiesić w oknie wystawowym, a tu ni widu,  ni słychu... W końcu 12 sierpnia wchodzi listonosz. Taszczy karton - z nadruku na nim widniejącego wnioskuję, że jest to przesyłka z firmy Victoria. Stawia go przy ladzie, odkleja druczek, podsuwa do podpisania. Pytam się, czy to wszystko, co ma dziś dla mnie - a on na to, że tak. Hm... Mam lekkie obawy przed podpisaniem potwierdzenia odbioru przesyłki, bo spodziewam się 2 kartonów gąbki a tu widzę tylko jeden... Może się drugi zawieruszył... Kurczę! No nic, podpisuję w końcu ten nieszczęsny druczek, pan wychodzi ze sklepu a ja rzucam się z nożem na pudło. Otwieram je, a moim wielkim, mało nie wypadniętym z orbit oczom ukazuje się mieszanka przeróżnych produktów Victorii. Hm... Może to jakaś pomyłka? Czekam na 2 kartony zielonej gąbki (czyli około 50 kostek) a dostaję: 7 kostek gąbki zielonej, 7 kostek gąbki szarej, zieloną kulę w siatce, zielony garnet mały, duży, i 3 zielone florety różnej wielkości... Wiadomo, że darowanemu... itd. no ale HELOŁ! Spodziewam się jednego, dostaję drugie... Nie można było tak od razu? Praktycznie wszystko mam już przygotowane do pracy z dzieciakami, każde miało zrobić kawałek toru kwiatowego... W tej sytuacji muszę przeorganizować co nieco; ja wiem, że gąbka nie jest droga, ale zważywszy na fakt, iż finansuję wszystko pozostałe, czyli kwiaty, dodatki, naczynia, dyplomy, słodycze i in. - kolejny wydatek nie nastraje co najmniej pozytywnie...

Na dnie pudła list od pana Grzegorza Woźniaka i plakat. Szybko piszę na plakacie datę moich warsztatów, kilka słów o zapisach itp. Wieszam go na szybie w oknie wystawowym. Idę na forum, a tam... inne osoby zaskoczone tym, co zawierają ich przesyłki... Niestety zostajemy przegadane, kilka ostrzejszych postów znika z tematu... Wiecie co? Zaczynam się powoli gotować!

Ale - jak się potem okazuje - to nie jest jedyna okazja do podniesienia ciśnienia... Kolejną sprawą, która nie została dograna - pomoc dla Amelki. Pojawia się wiele niejasności, ludzie zaczynają pisać do managera projektu, na forum - co z puszkami, co z pozwoleniami na abiórkę publiczną itd. - ten odsyła wszystkich do Karoliny, która dzwoni do mnie zrozpaczona - co ma zrobić? Przecież nie stać jej na zakup 30 skarbon stacjonarnych, z których każda kosztuje blisko 70PLN! Po wtóre - jak ona sama ma załatwiać pozwolenia na zbiórki w róznych miejscach przez różne osoby? Mnie skarbonka od Karoli nie jest potrzebna, tak samo jak zezwolenie - bo już takowe mam u siebie od połowy czerwca... Inna nasza koleżanka z forum również... Ale co z pozostałymi? Spinamy się, piszę na forum, jak możemy rozwiązać ten problem. Zapewniam pomoc w wypełnieniu wniosku, kieruję, gdzie go wysłać. Kilka osób odzywa się do mnie w tej sprawie, za co serdecznie im dziękuję - choć jak się potem okazuje - nie ma możliwości otrzymania pozwolenia aż do 22 sierpnia - kiedy to pani, która się tym zajmuje - wraca dopiero z urlopu... Ta sprawa powinna zostać dograna na samym początku, ale tak to jest, kiedy do głosu dochodzi tzw. spychotechnika...

Po otrzymaniu paczki od Victorii - czekamy na przesykę od firmy Victus-Emak... W kilku miejscach zaczynają się pierwsze warsztaty. Bez obiecanej odżywki. Dowiadujemy się, że zostanie ona wysłana 16 sierpnia. Czekamy więc...

25 sierpnia dzwoni telefon. Raz. Drugi. Nie mogę odebrać, robię bukiet. Oddzwonię jak klientka wyjdzie. Patrzę na wyświetlacz. Numer anonimowy. Jak ja nie lubię czegoś takiego! Po co ludzie się ukrywają z tymi swoimi numerami? Ani oddzwonic, ani zorientować się, kto też chce się z nami skontaktować... W końcu dzwoni raz jeszcze - tym razem odbieram - okazuje się, że rozmawiam z panią z gazety - z Dziennika Łódzkiego. Chwilę rozmawiamy o akcji, o Amelce i pomocy dla niej. Skutkiem naszej rozmowy jest artykuł w piątkowym wydaniu Dziennika Łódzkiego!


Tego dnia i następnego, od rana odbieram masę telefonów. Miejsca na warsztaty w pierwszej grupie kończą się bardzo szybko, to samo dzieje się z grupą drugą, popołudniową! Zainteresowanie jest ogromne! Zaczynam odmawiać przyjęcia dzieci na warsztaty z powodu braku miejsc, których miałam 25!

A odżywki jak nie było tak nie ma...

Sobota. Wstaję skoro świt, giełda. Kwiaciarnia. Robię bukiet ślubny, wydaję go. Przygotowuję swój malutki sklepik na jutrzejsze wkiatowe szaleństwo! Wnosimy kwadratową ławę, ustawiamy krzesełka pozyczone z zaprzyjaźnionego przedszkola. Szykuję nożyczki, rafię, osłonki, gąbki... Cieszę się ogromnie z poprawy pogody - jedziemy naciąć nawłoci. Mamy takie jedno wspaniałe miejsce, skąd czerpię troszkę naturalnych dodatków do swojej pracy. Zaczynam ciąć, zaczyna padać... Robi się strasznie ciemno, a ja mam za mało nawłoci! Małż zaczyna się pukać w czoło: "po co ci tego tyle! Już masz cały pojemnik! Jedźmy do domu zaraz będzie lało!". No tak, gada jak zwykle... Ja wiem ile czego potrzebuję i zawsze mi za mało! Więc idę jeszcze w jedno miejsce, zaczyna coraz mocniej kropić - w sumie to już nieźle pada! Małż się nade mną lituje, wyskakuje z samochodu i pomaga mi ciąć i obrywać zbędne liście... W końcu wsiadamy do samochodu - oberwanie chmury! Nie ruszamy się z miejsca bo widoczność zerowa! Odczekujemy kilka minut, ruszamy. Jestem spokojna. Mam wszystko, czego jutro potrzebuję. No, może brak mi zdrowia... Katar, kaszel, czuję, że chyba bierze mnie gorączka - więc ja biorę Tabcin. Pomaga, wygrzewam się pod kocykiem. Herbatka jedna, druga, piąta... Kawałek czekolady (najwspanialsze lekarstwo na wszystko, nawet na niechorobę!). Wieczorna toaleta. Idę spać.

Niedziela. Budzę się nieco po godzinie szóstej. Budzik mam nastawiony na ósmą, próbuję do tego czasu jeszcze się zdrzemnąć, ale coś nie mogę... Zaczynam się stresować, w sumie nie wiem dlaczego? Wstaję, Małż też się zwleka, jemy śniadanie. Spacer z Gajcią. Kupuję wafelki i lizaki. Dla moich małych warsztatowiczów. Jadę do kwiaciarni wcześniej, chyba nie mogę się doczekać? Wypisuję dyplomy. I czekam na dzieci.

Kilka minut przed godziną 11stą zaczynają się schodzić Milusińscy z rodzicami. Przychodzi fotograf, Darek Jagielski i moja funfela Aga, której zadaniem jest dopilnować loterii fantowej.

ZACZYNAMY!!!

Przedstawiamy się sobie, wypisujemy wizytówki. Opowiadam dzieciom o kwiatach, dlaczego się tym zajmuję, dlaczego bardzo chcę, żeby one również pokochały ten rodzaj sztuki. Wiecie co? Słuchają mnie z ogromnym zainteresowaniem! Omawiam plan naszych zajęć: pierw zrobimy bukiety, potem kompozycje w gąbce w osłonce. Kładę na stolik nawłoć, każde dziecko bierze sobie po 3 gałązki, obrywa liście. Ku ogromnej radości Maluchów - pozwalam rzucać wszelkie śmieci na podłogę! Zdaje mi się, że widzę przez szybę w drzwiach kwiaciarni wóz oznakowany TVP. Hm... Nie, to na pewno nie do nas! To, że moja kwiaciarnia znajduje się po sąsiedzku z gmachem łódzkiej telewizji to jeszcze nic nie znaczy, aczkolwiek...

Pokazuję dzieciom, jak trzymamy liście, jak dokładamy kwiaty i zaczynają nam powstawać fajne bukiety, w których pierwsze skrzypce gra nawłoć i goździki gałązkowe.



Wtem drzwi się otwierają i wchodzą panowie z kamerą, mikrofonami, oświetleniem! Tak! Z TV! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Małe zamieszanie na sali, na zapleczu słyszę, że też ;) Panowie stwierdzają, że się troszkę pokręcą, co nieco nagrają i żeby się nimi nie przejmować, robić swoje. Więc robimy swoje! Bukiety ułożone, wstawione do wazonów, w których jest woda z odżywką - wcześniej tłumaczę dzieciom po co sypiemy odżywkę, dzieci rozpuszczają 2 saszetki FloraLife do litrowego kubełka, mieszamy i wlewamy to do przygotowanych wazonów.


Nagle podchodzi do mnie pan z mikrofonem i prosi o króciutki wywiad! O matko! A ja nawet umalowana nie jestem! No ale ok, rozmawiamy chwilkę o akcji, o loterii fantowej. Nawet jeden chłopczyk udzielił kilku odpowiedzi panu z telewizji!


Żegnamy się. Trzeba oglądać dzisiejsze wydanie Łódzkich Wiadomości Dnia! Ciekawe co z tego wywiadu pokażą, czy wogóle... No nic.

Rozpoczynam dalszy ciąg zajęć. Pokazuję dzieciom gąbkę florystyczną, trochę o niej opowiadam, pokazuję, że świetnie się z niej wycina porządane kształty. Rozdaję dzieciom osłonki - niemal wszystkie dziewczynki chcą różową! Rozdaję również wcześniej przycięte gąbki, proponuję, żeby każdy sprawdził, czy jego gąbka pasuje idealnie do osłonki. Kiedy okazuje się, że tak - na środku stolika ląduje wiadro z odmierzoną wcześniej wodą, do którego dzieci sypią odżywkę, mieszają wodę. Moczymy gąbki. Jest to chyba najciekawszy punkt warsztatów, każdy Maluch z wielkim zainteresowaniem obserwuje swój kawałek gąbki, który tonie!




Dzieciaki wyławiają gąbkę, są zaskoczone, że tyle ta gąbka teraz waży! Kiedy wszystkie gąbki lądują w osłonkach, opowiadam o kompozycjach, przedstawiam najprostsze zasady układania dekoracji. Rozdaję róże, goździki, koreanki, frezje, gipsówkę, alstremerię, do tego ruskus i szparagus pierzasty. Teraz dopiero nastaje istne szaleństwo tworzenia! Powstają fantastyczne kompozycje!



A wśród tego wszystkiego - śmiech dziecka! Najcenniejsze, co mogłam dziś otrzymać! Wszystkie buzialki uśmiechnięte! Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć, wręczenie dyplomów i słodkości, moc podziękowań spływa na moje serce! No, i skarbonka Amelki się zapełnia! Jestem szczęśliwa!



Po pierwszej grupie - mam tzw. międzygrupę - kilkoro dzieciaczków układa swój pierwszy w życiu prawdziwy bukiet! Są przeszczęśliwe a i ja się cieszę! Dyplomy, zdjęcia, łakocie, podziękowania...



Mamy chwilkę na oddech, Małż jedzie po chińszczyznę a ja z Agą sprzątamy cały bałagan z podłogi. Przygotowuję wszystko dla grupy popołudniowej, która zbiera się w okolicach godziny 15stej. Pierw bukiety z nawłoci i goździków, potem moczenie gąbki, kompozycje w osłonkach, dyplomy, łakocie, podziękowania...

Po wszystkim padam na fotel. Spełniona. Szczęśliwa. Wszystko poszło zgodnie z planem! Ciepła herbatka, relaks połączony z odiwedzaniem Waszych blogów... A wcześniej nagrywam moje wystąpienie w TV!

*******

Poniedziałek. Listonosz przynosi kopertę. Odżywki dotarły na miejsce...

*******

Czy w przyszłym roku wezmę udział ponownie w ogólnopolskiej akcji Floryści Dzieciom? Nie wiem. Sama idea warsztató dla dzieci jest fantastyczna, tylko ta cała organizacja nie do końca mi się podoba. No i mam jeszcze kilka "ale" co do przygotowań itd ale to już zatrzymam dla siebie i dla kilku przyjaciół... Nie chcę, żeby mój blog stał się miejscem, gdzie się kogoś oczernia, stawia w złym świetle - znaczy w prawdziwym, ale niekoniecznie dobrym dla tej osoby. Lub grupy osób...

*******

Dziękuję, mam nadzieję, że choćmngarstka z Was dotrawała do końca tego megadługiego posta, obiecuję więcej Was tak nie męczyć, aczkolwiek kto wie, kto wie... :)

Buziaczki!