Jak w temacie: po co jest antykwariat? Odpowiedź zna każdy, nawet małe dziecko wie, że tam się zanosi książki by je sprzedać (NIEKONIECZNIE by zarobić), albo by je kupić (KONIECZNIE tanio!). Otóż - jak dziś wieść gminna niesie: NIE! Otóż, wyobraźcie sobie - zanoszę do antykwariatu kilka książek, w tym 4 wydawnictwa PWN, pozostałe - podręczniki akademickie. Nadmieniam, że ów antykwariat - jest właśnie akademicki. Zza biurka wychyla się pan, w wieku spokojnie dziadkowym, spokojnie podchodzi do lady, na którą wyładowałam z 10 kilo makulatury:
- Co? Porządki przedświąteczne? Jak każdy, tylko kasę próbuje wyciągnąć, ale żeby tak kupić jakąś książkę z antykwariatu to nie ma komu!
I bez kolejnych, zbędnych, słów - przekłada moją makulaturę z mojej kupki na drugą. Daję sobie rękę obciąć, że nawet nie spojrzał na tytuły!
- Nic mnie nie zaciekawiło. Do widzenia! Ja nie wiem - wszyscy tylko przynoszą tu książki!
- To przepraszam bardzo - gdzie mam je zanieść? Chyba po to są antykwariaty? Co pan radzi?
- Spalić to będzie chociaż ciepło, albo oddać na makulaturę. A antykwaroat jest po to, żeby sobie był!
BEZ KOMENTARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
*******
W fantastycznym, antykwariatowym humorze - prowadzę swój drugi mini-pokaz :) Tym razem nieco więcej osób obserwuje moje poczynania i słucha - o dziwo - ze szczerym zaciekawieniem tego, o czym mówię! Tak sobie teraz myślę, że chyba to jest to - fantastycznie się czuję w roli wykładowcy ;) tyle że... nie mam niestety odpowiednich kwalifikacji, chociaż są plany, plany, plany... Pomarzyć - dobra rzecz, przynajmniej przez chwilkę człowiek jest szczęsliwy ;)
Oto co dziś - a jutro co tydzień temu. Czy jakos tak.
stroik, w którym troszkę przeniosłam dekorację za naczynie
brąz i złoto i róż zgaszony - podoba mi się takie połączenie coraz bardziej
w nieco chłodniejszym klimacie - fiolet i srebro
prosta dekoracja, pachnąca cynamonem, pomarańczą i sosną...mmmm...
niesamowicie prędko robiąca się dekoracja
hm... zaczyna podobać mi się niebieski... a jeszcze w połączeniu z zielenią i fioletem... o matko!
Nie mogło zabraknąć prezentów:
prezent nieregularny - nie napiszę co w środku - naszykowane pod choinkę dla kogoś, kto mnie podczytuje ;)
prezent regularny - puste pudełko - umówiliśmy się, że pakujemy kryształowe kieliszki do szampana
i... znów niebieski! fajny, nie?
Oczywiście wszystkie prace są pobrokatowane - moja dzielna sześcioletnia pomocnica z wypiekami na policzkach ozdobiła nie tylko stroiki i prezenty - ale też dziadka. W końcu zbliża się Boże Narodzenie, tak? Ma się wszystko błyszczeć i świecić, tak? No to o co chodzi? Podłoga w sklepie również cała w brokacie. Jak ja lubię ten przedświąteczny, rozmigotany czas!