poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Siła tradycyjnego warzenia...

... w Browarze Staropolskim w Zduńskiej Woli


31 lipca, godzina 8 rano. Spotykamy się przed wejściem na dworzec Łódź Kaliska. 10 miłośników złocistego napoju wybiera się do Zduńskiej Woli, by zwiedzić Browar Staropolski. Piotrek, Agnieszka, Ela, Marek, Halina, Krzysiek, Magda i Michał – członkowie Bractwa Piwnego oraz Asia i Mariusz – sympatycy. Kupujemy bilety, wsiadamy do pociągu, ruszamy. Humory od początku dopisują! Choć podróż trwa około godziny – czas w gronie znajomych mija w oka mgnieniu!


Wysiadamy z pociągu kilkanaście minut po dziewiątej, na naszej drodze wyrasta ogromny plan miasta, dzięki niemu obieramy właściwy kierunek – kierunek na Browar Staropolski.


Idziemy ulicą Kilińskiego, następnie skręcamy w ulicę Łaską, potem Piwną, stąd wchodzimy na ulicę św. Maksymiliana Kolbego, przy której pod numerem 2 znajduje się cel naszej wyprawy. Jesteśmy kilkadziesiąt minut przed czasem, toteż idziemy na spacer do pobliskiego parku, gdzie w towarzystwie kaczek i łabędzia plotkujemy o wszystkim i o niczym.


O 11-stej wchodzimy na podwórze Browaru Staropolskiego, tam wita nas sam dyrektor, pan Ireneusz Jaruga. Poznajemy historię Browaru Staropolskiego, istniejącego od 1892 roku – początkowo jako Browar Parowy Zenona Anstadta - jego pierwszy właściciel należy do znanej łódzkiej rodziny piwowarów. W roku 1916 całe przedsiębiorstwo przejmuje rodzina Markiewiczów, a 31 lat później – należy już do rodziny Blusiewiczów. W 1951r następuje upaństwowienie browaru i włączenie go w skład Łódzkich Zakładów Piwowarskich. W roku 1996 spadkobiercy rodziny Blusiewiczów odzyskują zakład, który przechodzi modernizację a rok później rozpoczynają produkcję piwa jako firma rodzinna pod nazwą Przedsiębiorstwo Produkcyjno Handlowe Browar Staropolski. Browar przechodzi modernizację, zostają zwiększone jego moce produkcyjne do 150 tysięcy hektolitrów piwa rocznie! Niestety, od 2002 roku browar zaczyna poddawać się konkurencji dużych grup piwowarskich, pięć lat później znacznie spada produkcja. Dwa lata temu, w roku 2008, browar przejmują obecni właściciele, którzy do dziś kontynuują produkcję piwa w Zduńskiej Woli. Marka Staropolskie prężnie się rozwija, malują się przed nią korzystne perspektywy, zdobywa coraz więcej zwolenników. Dowiadujemy się też, iż w Browarze Staropolskim piwo warzone jest metodą tradycyjną (fermentacja otwarta), co w 2009 roku zostało zauważone, docenione i uhonorowane złotym medalem podczas spotkania browarników „Chmielaki Krasnostawskie 2009”. W tym samym roku BS otrzymuje złoty medal przyznany na „Polagra Food 2009” dla piwa mocnego oraz certyfikat „Producent Zdrowej Żywności” który przyznaje Korporacja Producentów Żywności. Dowiadujemy się od pana Ireneusza, że na dzień dzisiejszy Browar Staropolski ledwo wyrabia się z produkcją, a zapotrzebowanie stale rośnie; na pewno w dużej mierze przyczynia się do tego narastająca moda na smakowanie picie piw regionalnych.


Po krótkiej lekcji historii poznajemy opakowania piwa i napojów produkowanych w Browarze Staropolskim. Są to aluminiowe puszki 0,5l oraz butelki typu PET 0,5l i 1,5l – te ostatnie z innowacyjnym i unikatowym zamknięciem koszykowym!


Wchodzimy do pierwszego budynku browaru – czteronaczyniowej warzelni, gdzie oglądamy tradycyjne miedziane kotły: warzelny, zacierny, oraz tradycyjne miedziane kadzie: filtracyjna i zacierna; po czym wychodzimy na zewnątrz, gdzie każdy z nas otrzymuje półlitrowy pamiątkowy kufel, oczywiście z logo BS.




Uzbrojeni w szkło – kontynuujemy zwiedzanie. Przez szybę podziwiamy pomieszczenie ze specjalistyczną aparaturą, gdzie panują specyficzne warunki – tam dochodzi do propagacji drożdży. Obok jest inne pomieszczenie, w którym powietrze jest przesycone dwutlenkiem węgla (oddychanie jest dość utrudnione) – tutaj mamy do czynienia z tzw. fermentacją otwartą w kilku kadziach. Próbujemy brzeczki z kadzi dolnej fermentacji. Czy nam smakuje? No jasne! Są nawet malutkie dolewki!





Następnie schodzimy do piwnic leżakowych (znajdujących się aż 3 piętra pod ziemią!), gdzie piwo dojrzewa sobie w sposób naturalny w zamkniętych tankach. Z jednego takiego tanka próbujemy piwa jasnego, jeszcze nie przefiltrowanego – coś przepysznego! (Zamawiamy kega z taką zawartością na Chmielaki Krasnostawskie – ale nie mamy pewności, czy to dostaniemy. ). Smakujemy tez niefiltrowanego jeszcze piwa ciemnego.



Ostatnim procesem produkcji piwa jest jego filtracja – toteż przechodzimy do kolejnego pomieszczenia, gdzie takowa (dwukrotna) ma miejsce. Oglądamy filtr okrzemkowy – nie każdy browar może się takim pochwalić!


Tutaj próbujemy piwa jasnego przefiltrowanego ale jeszcze nie spasteryzowanego. Stąd piwo trafia do rozlewni, następnie przechodzi proces pasteryzacji.


Wychodzimy w świetnych humorach na zewnątrz, gdzie próbujemy produkty końcowe Browaru Staropolskiego: piwo Staropolskie Złote (5%), piwo Mocne Ciemne Staropolskie (9%), piwo Staropolskie Mocne (7%), a także orzeźwiające napoje bezalkoholowe: oranżadę białą, oranżadę czerwoną i lemoniadę.


Na koniec wręczamy podziękowanie i kufel pamiątkowy Bractwa Piwnego, a my dostajemy bardzo ciężkie paczki z napojami (z procentami i bez) i gadżetami firmowymi Browaru Staropolskiego, które z trudem taszczymy na dworzec…



W przydworcowym Barze Szybkiej (WOLNEJ) Obsługi zajadamy się zdrowym amerykańskim jedzeniem (hamburgery) i polskim jadłem (flaczki). Po godzinie czternastej ruszamy pociągiem do Łodzi, gdzie rozstajemy się w świetnych humorach, z nadzieją na kolejną tak udaną wycieczkę!


Piwu Cześć!

sobota, 31 lipca 2010

Moje pierwsze broszki...

... nie wiem, czy się nadają... ale... :)

... ale zdobią torebkę mojej koleżanki - w sumie obie jesteśmy zadowolone z efektu końcowego, ale od poczatku!

Siedzę  godzinami na Waszych blogach i przypatruję się tym fajnym broszkom - ot, teoretycznie prościzna, ale praktycznie... hm... no cóż... trochę nerwów tracę, parzę palucha! I w końcu rzucam tą część robótek ręcznych w kąt, mówię sobie - nie nadaję się do tego, nie wychodzi mi, widać nie moja dziedzina. Ok, godzę się z tym, jest tyle innych rzeczy do produkowania...

Poniedziałek, do kwiaciarni wchodzi Asia. Minę ma nietęgą, pytam więc o co chodzi - ta wyjmuje z reklamówki torbę. Skóra eko, ecru, może kość słoniowa, duża, faaaaaaaaaaaajna! Nadal nie wiem o co kaman. W końcu dowiaduję się, że torebka ma defekt - zdarty kawałek skórki i to w centralnym miejscu, na przodzie... No tak, masz problem, defekt, coś się popsuło? Wejdź do kwiaciarni - tu czary się zdarzają :) Główkuję, wymyślam, coś tu przyszyć, coś nakleić... A może by tak... broszki? Nie! Nie umiem, nie, nie i nie! Asia zostawia torbę, obiecuję jej, ze do piątku coś wymyślę.

Czwartek. Siedzę na zapleczu i dumam. Co tu zrobić, żeby naprawić tą torbę? Z tyłu głowy jakieś głosy po cichutku wołają: broszki, blogowe broszki! Nie! Nie umiem! Tym razem głośniej: BROSZKI! Hm... BROOOOOOSZKI!!!!!!!!!! No ok, próbuję. Wybieram 3 kolory szyfonówek: czekolada, rudy, ecru. Zaczynam wycinać kółka: mniejsze, większe, średnie i całkiem maleńkie. Odpalam podgrzewacz - mango-melon (obok jeżyny - mój ulubiony) - no w końcu praca ma być przyjemna, tak? Więc przyjemność czerpię pierw z zapachu świeczki. Opalam krążki jeden po drugim. Ałaaaaaaaaaaa! to mój palec! uff, ok, cały, jeszcze się nie zwęglił! Opalam dalej. Igła, nitka. Układam krążki, jeden na drugim, miarkuję, że chyba starczy... zszywam... Hm... brakuje środka, no przecież! Myślę, myślę... Mam! Koraliki drewniane! Szukam, no bo przecież nie mam wszystkiego pod ręką, cały czas coś przestawiam, sprzatam i niemogę się w tym porządku wcale odnaleźć! W końcu znajduję, 4 odcienie brązu - super! Świetnie pasują! Przyszywam - do największych broszek po trzy, do mniejszych po dwa, do maciupkich wystarcza jeden koralik. W sumie mam 10 broszek. Różne wielkości, w różnych zestawieniach odcieniowych. Idę do domu, zabieram je ze sobą. W sumie nie wiem po co, ale chyba mi się podobają, może chcę, żeby były cały czas ze mną? Tylko po co? Wiem, ahahhaha, jestem nienormalna (ale który artysta jest normalny? hiihih). Niestety mojej psiurze te broszki też się podobają i nim się orientuję - jedna już leży posiekana w drobne strzępy na podłodze... Moja wina, to tylko pies, jest coś ciekawego - trzeba to poznac z ząbkami...

Piątek. Zabieram broszki z powrotem do kwiaciarni. Nie mogę jednak od razu zabrać się za ozdabianie torby - robię pierw zamówioną dekorację ze słoneczników (można ją zobaczyć we wcześniejszym poście). W międzyczasie goszczę przesympatyczną klientkę, która zachwyca się broszkami i koniecznie chce kupić dwie - jedną dla siebie, drugą dla córki! O matko! Ja nawet nie wiem, jak je wycenić! Sprzedaję w końcu dwie za 13zł. Montuję na szybko zapięcia. Zadowolona klientka wychodzi ze sklepu. Ja dalej kończę dekorację słonecznikową. Kiedy słoneczniki piękne się prężą na brązowej matsumacie - zabieram się za torbę! Układam, przekładam, przesuwam, dokładam, odejmuję te broszki... W końcu decyduję się na 3 największe. I przyklejam je na stałe porządnym klejem, nie spadną na pewno!








Przychodzi Asia. Podoba się! Zaczynam wierzyć we własne umiejętności broszkowe! Aczkolwiek nadal uważam, ze Wasze są bardziejsze, no!



A co Wy o nich sądzicie? Piszczcie nawet najbardziej bolesną prawdę! Przyjmę na klatę wiele (ma wieeeeelką klatę, ahahha)!

Całuję i ślicznie dziękuję za każdy komentarz!

I przypominam o moim CANDY - jeszcze tydzień i losowanie!

piątek, 30 lipca 2010

Szufladowe wyzwanie # 3

Po raz kolejny podejmuję wyzwanie, jakie rzuciły Projektantki Szuflady! Chyba zaczyna mi to wchodzić w krew? Z poprzednim wyzwaniem miałam wiele szczęśćia - maszyna losująca wybrała właśnie mnie! Z czego się naprawdę ogromnie do tej pory cieszę, tylko jeszcze nie dostałam tych pięknych skrzydełek i serducha... Czekam z ogromną niecierpliwością, może w końcu do mnie zawitają?

Tym razem motywem przwodnim wyzwania numer 3 jest Holandia i zbiór fotoobrazków:


Moja interpretacja - może dość luźna - w każdym razie komu jak komu - ale mnie Holandia kojarzy się przede wszystkim z giełdą kwiatową w Aalsmer, skąd co drugi lub co czwarty dzień mam kwiatulce, które rozgaszczają się na moment w wazonach mojej kwiaciarni - to kompozycja kwiatowa - chyba utrzymana w powyższej kolorystyce i kształtach? :) No nic, oceńcie same!

widok z przodu

widok z góry

Żałuję, że nie robi się zdjęć w 3D - nie widać tych wszystkich wypukłości... Może kiedyś, w erze filmó trójwymiarowych - będą aparaty 3D?

Pozdrawiam ciepluko i dziękuję za poprzednie komentarze!

poniedziałek, 26 lipca 2010

Moja druga Rodzina...

Chyba maj 2009r. Tak, sprawdzam, 12 maja rejestruję się jako parviflora na Portalu Polskich Florystów FORUM KWIATOWE. Początkowo nie potrafię się tu odnaleźć, w sumie zapominam częściowo o tej stronie WWW… W końcu od postu do postu, około lipca, zaprzyjaźniam się z kilkoma przemiłymi Duszyczkami! Wiem, że niektórzy mnie tutaj podczytują – pozdrawiam Was serdecznie Kochani!

Na 1 października kilkoro z nas dostaje od Portalu VIP-owskie wejściówki na pokaz florystyczny na Rynku Hurtowym Bronisze pod Warszawą. To tam po raz pierwszy widzimy się „w realu”: renax, Ka-melia, Jola Darska, Margarett2008, bednarka77, Solid_Wood, janek, frezja… O ile wiem od dawna jak wygląda renax – znamy się osobiście jakiś czas, mieszkamy w tym samym mieście, mamy podobne zainteresowania, oczywiście florystyczne, o tyle zupełnie inaczej sobie wyobrażam Jolę Darską, Ka-melię czy janka… Fajny dreszczyk emocji, rozdaję nasze pierwsze forowe identyfikatory… Po pokazie idziemy na kawkę i ciacho do pobliskiej kawiarenki, tam ucinamy sobie przemiłą pogawędkę, dołącza do nas we własnej osobie p. Grzegorz Woźniak – jedyny polski producent gąbki florystycznej, właściciel firmy Victoria! Przesympatyczny człowiek. Niestety czas płynie nieubłaganie, trzeba wracać do domu, za chwil kilka odjadą nasze pociągi porozjeżdżamy się znów każdy do siebie i do swoich komputerów…

Bronisze, 1.10.2009r

Takie spotkanie wywiera niemały wpływ na moje uczucia przyjacielskie. Czuję, że się zaprzyjaźniam z ludźmi, z którymi łączy mnie przede wszystkim pasja. Pasja do florystyki! Jestem w gronie osób, które jak ja – czują to! Czują to wszystko co związane z tym fachem, nikogo nie nudzą tematy o wiązankach na imieniny, o wieńcach pogrzebowych, o plastelinie florystycznej…

Pisujemy sobie jeszcze więcej, jeszcze bardziej zacieśniamy więzy, jakie pojawiły się na Broniszach… Dochodzi do tego, że PW przestają nam wystarczać, wymieniamy się numerami GG. Jakoś na początku listopada (a może jeszcze pod koniec października?), dość późnym wieczorem, rozmawiam na Gadu z Ka-melią. Opowiada mi o swojej cudownej Córeczce, ciarki przechodzą mi po plecach, jak Karolina opowiada mi, co przeszły, co przechodzą, i że boją się o niepewną przyszłość… Od słowa do słowa – poruszamy temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (niegdyś dzięki jej akcji malutka Amelka została poddana badaniom, które szybko stwierdziły u Małej niedosłuch...) Pierw nieśmiało i po cichutku dojrzewa w nas pomysł – akcja… Kwiaty. Kwiaty dla gości w studio. Dla gości, którzy przyjdą i dadzą coś na ten szczytny cel i będą o tym rozmawiać podczas wejść antenowych. A wśród tego wszystkiego my… Floryści z eFKa… Uda się? Być może! Ale dużo pracy przed nami… I najważniejsze – bez sponsora nie ruszymy! Mamy kontakt z Fundacją Jurka Owsiaka. Niemal osobisty. Postanawiamy, że Karola napisze maila do Fundacji, opisze co chcemy zrobić i poczekamy na odzew, jeśli będzie akceptacja – ruszymy dalej, czyli przedstawimy pomysł jankowi – może on się zajmie pozyskaniem pieniędzy od sponsorów? Idę spać, nie mogę jednak usnąć, niemal do rana myślę i myślę, i mam przeczucie, że damy radę! Nazajutrz – odtąd żyjemy WOŚPem i akcją dla niej – piszemy do innych dziewczyn maile. Margarett2008, Jola Darska, frezja… Zgadzają się – znaczy chcą razem z nami układać bukiety i rozdawać podczas wielkiego Finału, 10 stycznia 2010r… Ekipa jest, okazuje się po kilku dniach – akceptacja też jest, janek zajmuje się sponsoringiem. Zaczyna się nerwówka…

Dziś napiszę Wam tylko tyle, że się udało, wzięliśmy udział w XVIII Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, setka bukietów, 48 godzin florystyki, zero godzin snu… Szał! W kolejnym poście opiszę całą akcję, pokażę zdjęcia z tego dnia i z dnia poprzedzającego, czyli z wielkich przygotowań…

Studio telewizyjne TVP, 10.01.2010r

Po WOŚPie bardzo się zżyliśmy ze sobą. Mam wrażenie, jakobym znalazła się w nowej Rodzinie…

Forum żyje, spotykamy się obowiązkowo codziennie – jak kogoś nie ma – od razu to zauważamy, martwimy się, pytamy, co się dzieje… Tak jest do kolejnego pomysłu – Portal organizuje swoje pierwsze warsztaty florystyczne. Rudniki, Galeria w Polu, 2 dni z kwiatami, Florystka Monika Bębenek, niemal 20 użytkowników Forum Kwiatowego… W taki sposób świętujemy Dzień Florysty – przypadający na 27 kwietnia. Ale to materiał na samodzielny post.

Dzień Florysty, Rudniki, 27.04.2010r

Cały czas coś się dzieje, niestety odwołany zostaje pokaz na Broniszach, który miał się odbyć w czerwcu… Powodem jest sytuacja powodziowa w kraju i małe zainteresowanie imprezą… A już mieliśmy nadzieję na kolejne piękne spotkanie w gronie florystycznych przyjaciół! Nic straconego, pokaz przerzucony na październik, ale zanim to nastąpi – jest kolejna akcja, tym razem ogólnopolska – Floryści Dzieciom – ostatnie 2 tygodnie sierpnia należą do dzieciaków i florystów! O tej akcji napiszę dopiero, jak się zakończy – aczkolwiek można o niej poczytać już i co nieco się dowiedzieć TUTAJ. Zapraszam!

I - jak w każdej rodzinie - są spory, brak akceptacji czy zgody, czasem wprost jakieś kwasy... Osobiście kilka razy zawiodłam się na tym czy owym, na kimś...ale co zrobić?... Mimo wszystko chyba warto mieć Bratnie Dusze wokoło :)

To chyba tyle...

czwartek, 22 lipca 2010

Bukiet bukietem...

... a co z butonierką?

No właśnie... Przy zamówieniu wiązanki ślubnej - kolejną dekoracją, o której każdy pamięta - jest butonierka. Aczkolwiek nie zawsze Narzeczony sobie życzy tego typu ozdobę...

Co to jest tak naprawdę butonierka? Z francuskiego butoniére - oznacza tyle co dziurka w lewej klapie marynarki lub żakietu, poczatkowo służąca guzikowi, następnie jako miejsce, w które wkładało się kwiat, miniatury odznaczeń itp. Na przełomie XVIII i XIX wieku butonierką nazywano maleńki flakonik na kwiaty, który mocowany był do kobiecego stroju balowego. Dziś pod pojęciem butonierki rozumiemy pojedynczy kwiat lub stroik kwiatowy wpinany w klapę marynarki garnituru Pana Młodego. W klapę a nie w kieszonkę - o czym bardzo często się zapomina i namiętnie upycha biedne kwiatuszki, często misternie ułożone w kieszonki, z których prędzej czy później i tak wypadną...

I jeszcze jedno - jak butonierka to nie wyoustka w kieszonce... Jak się ktoś uprze to ok, ale lepiej wygląda jedna dekoracja naraz - czyli albo kwiatki albo wypustka.

Dzisiejsze garnitury, a także smokingi, surduty itp. często nie mają dziurek, czyli butonierek, dlatego florystyka wyszła naprzeciw tym zabiegom krawieckim i proponuje przypinkę na kształt broszki, którą z łatwością upina się na klapie. Często spotyka się dokładanie do butonierki szpilki z ozdobną (perłową lub kryształową) główką. Wg mnie nie jest to dobre rozwiązanie, z kilku powodów, z których głównym jest niestety niebezpieczeństwo ukłucia...

Florystyczne "butonierki" - mocowane pod kwiatem/stroikiem lub za kwiatem/stroikiem, powinny być praktycznie całkowicie zamaskowane, ewentualnie jak najmniej widoczne, jako że są elementem technicznym dekoracji, a każdy element techniczny powinien być ukryty

Butonierka Pana Młodego powinna być dopasowana charakterem do bukietu ślubnego Panny Młodej, natomiast butonierka Świadka - do dekoracji kwiatowej (bukieciuku, korsażu, epoletu itp) Świadkowej. Idealnym jest stan, kiedy wszystkie dkeoracje kwiatowe orszaku ślubnego są na jedną nutę :)

Kwiaty do butonierki powinny zostać odpowiednio przygotowane - o ile bukiet czasem może być ułożony w tzw. mikrofonie florystycznym, gdzie kwiaty mają dostęp do wody, o tyle kwiat w butonierce nie zawsze - wyjątkiem są butonierki z fiolkami z wodą, jednak fiolki czasem mogą popsuć ogólny "look", dlatego się z nich rezygnuje. Żeby utrzymać świeżość kwiatów w butonierce - przeprowadza się kilka zabiegów wzmacniających - te każdy florysta ma swoje sprawdzone, nie zawsze chce o nich opowiadać, to coś na wzór tajemnicy zawodowej ;) Nie ma co ukrywać, magikami nie jesteśmy, ale potrafimy odpoiwednio zadziałać, by kwiaty dłużej cieszyły oko i pieściły duszę...

Poniżej przedstawiam Wam niektóre butonierki, które wykonałam do bukietów ślubnych. Różnie bywa u różnych florystów - u mnie butonierkę dla Pana Młodego zawsze robię gratis.























Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :) dziękuję za komentarze :) i - jeśli ktoś jeszcze się nie wpisał - zapraszam na moje CANDY :)

Z pozdrowieniami!

wtorek, 20 lipca 2010

Prezentowiskowe CANDY #1

I tak jak obiecałam - w Miejscu Sympatycznych Klimatów - pierwsze CANDY!

Jest kilka powodów: w końcu prowadzę blog, który żyje swoim życiem :), który został odwiedzony ponad 1000 razy, uśmiechnęło się do mnie szczęście w losowaniu nagrody za wyzwanie #2 w Szufladzie, spotkałam tu mnóstwo fantastycznych Duszyczek - mam nadzieję, że zaprzyjaźnimy się na dłużej ;)

Mam dla Was 2 cukieraski:

1) PREZENT NIESPODZIANKĘ - oczywiście zapakowaną moją metodą ;) - opakowanie jest lekko przezroczyste, można więc podejrzeć, co kryje się wśrodku :) A kryje się coś razy 2 :)


2) PRZYDASIE DO PAKOWANIA PREZENTÓW - czyli zestaw poczatkującego pakowacza :) prezentów; w skład którego wchodzą:
- garść różowych piórek
- płat 50x100cm flizeliny ecru drukowanej złotym brokatem
- płat 50x100cm flizeliny czerwonej
- płat 50x50cm flizeliny zielonej
- 13 różyczek z organzy (m.in. fioletowe, ecru, białe)
- 2 garście koralików akrylowych (m.in. fioletowe, zielone, pomarańczowe, różowe)
- 2 garście kryształków akrylowych (m.in. białe, niebieskie, czerwone, fioletowe)
- 12 mb sznurka woskowanego satynowego (po 3 mb: różowy, zielony, żółty, fioletowy)
- 10mb sznurka papierowego ecru
- 2mb drucika w żółtym papierku
- 2mb sznurka sizalowego
- garść sizalu fioletowego
- garść sizalu czerwonego
- garść sizalu naturalnego
- 2 rolki papieru ozdobnego (w różyczki, w słoneczniki)
- 3 małe eko-torebeczki z wyciętym motywem serduszka
- 3 małe eko-torebeczki gładkie (warto je oryginalnie ozdobić)
- 1 duża eko-torebeczka gładka (warto ją oryginalnie ozdobić)
- 3 papierowe słoneczniki
- 3mb wstążki żyłkowanej zielonej
- PREZENT NIESPODZIANKA



Nagrody są 2 - więc 2 osoby zostaną wylosowane :) A żeby mieć szansę na zdobycie któregoś cukieraska - wystarczy:

1. zostawić komentarz pod tym postem do północy dnia 6 sierpnia
2. umieścić info o CANDY na swoim blogu, podlinkować zdjęcie

Będzie mi bardzo miło, jeśli dodacie mój blog do swojej listy obserwowanych blogów :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia w losowaniu, które odbędzie się 7 sierpnia.

sobota, 17 lipca 2010

Moje zwycięstwo w Szufladzie!

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

tak zareagowałam po przeczytaniu tego posta w Szufladzie!

Szok - no bo w końcu jak to jest z tym losowaniem? Wystarczyło odrobinę szczęścia... i już? ha! Ano!

Wygrałam - hm, zastanawiam się, czy można w sumie tak napisać, że wygrałam, w końcu to nie był swoisty konkurs, nie było żyri, ale maszyna losująca... W każdym razie - moja radość jest przeogromna!

Moja NAGRODA za udział w wyzwaniu #2 Szuflady jest taka:


Już się nie mogę doczekać jak piękne zawieszki powieszę na komodzie!

Pozdrawiam serdecznie - i obiecuję w tym tygodniu CANDY - będą powody co najmniej 3 - ale o tym w poście ze słodkościami :)