poniedziałek, 16 sierpnia 2010

WOŚP 2010 - wspomnień część 1...

...PRZYGOTOWANIA DO WIELKIEGO DNIA.

Jakoś na początku listopada (a może jeszcze pod koniec października?), dość późnym wieczorem, rozmawiam na GG z Ka-melią. Pisze mi o swojej cudownej Córeczce, ciarki przechodzą mi po plecach, jak Karolina opowiada mi, co przeszły, co przechodzą, i że boją się o niepewną przyszłość… Od słowa do słowa – poruszamy temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (niegdyś dzięki jej akcji malutka Amelka została poddana badaniom, które szybko stwierdziły u Małej niedosłuch...)

Pierw nieśmiało i po cichutku dojrzewa w nas pomysł – akcja… Kwiaty. Kwiaty dla gości w studio. Dla gości, którzy przyjdą i dadzą coś na ten szczytny cel i będą o tym rozmawiać podczas wejść antenowych. A wśród tego wszystkiego my… Floryści z eFKa… Uda się? Być może! Ale dużo pracy przed nami… I najważniejsze – bez sponsora nie ruszymy! Mamy kontakt z Fundacją Jurka Owsiaka. Niemal osobisty. Postanawiamy, że Karola napisze maila do Fundacji, opisze co chcemy zrobić i poczekamy na odzew, jeśli będzie akceptacja – ruszymy dalej, czyli przedstawimy pomysł jankowi – może on się zajmie pozyskaniem pieniędzy od sponsorów? Idę spać, nie mogę jednak usnąć, niemal do rana myślę i myślę, i mam przeczucie, że damy radę! Nazajutrz – odtąd żyjemy WOŚPem i akcją dla niej – piszemy do innych dziewczyn maile. Margarett2008, Jola Darska, frezja… Zgadzają się – znaczy chcą razem z nami układać bukiety i rozdawać je podczas wielkiego Finału, 10 stycznia 2010r… Ekipa jest, okazuje się po kilku dniach – akceptacja ze strony Fundacji też jest, janek zajmuje się sponsoringiem. Zaczyna się nerwówka…

Omawiamy bukiety - trzeba ustalić jakie, z jakich kwiatów, ile sztuk itd. Kilkanaście osób ma wyznaczone zadania; ja, Karolina i Gosia - ustalamy jakie kwiaty zamówimy. Piszemy na GG do późnych godzin nocnych, czasem zaczyna świtać, a my dopiero się żegnamy... Przecież wszystko musi być dopięte na ostatni guzik!

Jednym z moich zadań jest strój. Decyduję - po konsultacjach z dziewczynami - że my, babeczki, założymy w niu wielkiego Finału fartuszki z logo forum i serduszkiem wośp-owym, natomiast panowie - włożą koszulki z takimi samymi nadrukami. Kolor... hm... wybieram ni to miodowy, ni to kawa z mlekiem... coś w ten deseń. Fartuszki zamówione, kupione, koszulki również - niestety nie przewidziałam, że będzie jakieś ale - straszna afera - bo kolor naszych fartuszków i koszulek nie pasuje jankowi! Ojjjjjjjjjjjj! Adrenalina osiąga w moich żyłach swoje najwyższe stężenie - no tak, pierw przeprawa, żeby postawić na fartuszki - janek chce, żeby wszyscy byli w koszulkach! No sorki wielkie - ale nie mogę nadal sobie wyobrazić nas, kobitek - w podkoszulku podczas takiej imprezy! Uff - janek kapituluje - albo po prostu ma mnie dość i mojej pisaniny :) , choć wiem, że odtąd nasze stosunki ulegną poważnym oziębieniom, na dłuuuuugo... No cóż, nie ze wszystkimi musimy się kochać aż po grób, prawda?

Mamy grudzień, święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami, mieszkanie leży odłogiem, w kwiaciarni masa pracy, stroiki, choinki, bombki itd... itp.... Kiedy jestem w domu - na nic nie mam już siły, Misiek ogarnia bałagan... A ja? Nie, nieleżę i nie odpoczywam - z laptopem na kolanach spędzam kolejne wieczory, codziennie, ustalam z dziewczynami co i jak... Wykruszają się ochotnicy... Tak naprawdę zostaje nas garstka... 7 osób, a miało być prawie 20... Rozdzielamy obowiązki między tych, co zostali...

Boże Narodzenie jakoś przechodzi obok mnie, jestem strasznie zmęczona - i pracą i ustaleniami akcji dla WOŚP. Jak dobrze, że między świętami a Nowym Rokiem mam wolne...

Sylwester... Mija...

Styczeń, zamawiamy kwiaty. Ustalamy szczegóły takie już konkretne - poczatkowo bukiety mają być robione przez nas bezpośrednio w studio telewizyjnym, jednak okazuje się, że nie będzie dla nas i naszej radosnej twórczości tam miejsca, więc usimy zrobić wszystkie wiązanki wcześniej. Tylko gdzie? Ma ich być blisko setka! Z pomocą przychodzi Jola Darska, która również poprowadzi z nami akcję - zaprasza nas do siebie, do Warszawy; jej Mąż ma duuuuży warsztat, gdzie możemy spokojnie pracować!

8 stycznia wypisuję kartkę i wieszam ją na szyldzie kwiaciarni: DZIŚ KWIACIARNIA CZYNNA DO GODZINY 14, JUTRO - NIECZYNNE. Pakuję do kilku skrzynek potrzebne przydasie, narzędzia, dodatki, które ze sobą chcę zabrać. Idę do domu, po drodze kupuję co nieco do jedzenia. Jak dobrze, że wczoraj wieczorem upiekłam ciasto, a dziś tylko przełożę je kremem! I zrobię sałatkę gyrosową. I w drogę!

Wszystko załadowane do samochodu, Misiek zaprowadza naszą psirę do siostry. Jeszcze tylko musimy podjechać odebrać nadrukowane fartuszki i koszulki. I wstępujemy do sklepu z piwami regionalnymi :)

Oj późna godzina się zrobiła, już po dwudziestej... Zaczyna sypać śnieg, dość ostro! Ruszamy na Warszawę! Karola i Gosia już są u Joli, czekają na nas, co jakiś czas któraś z nich dzwoni, pyta jak mamy daleko i czy wszystko w porządku - wszystko przez ten śnieg i straszne oblodzenia na drogach! W końcu docieramy na miejsce około północy! Pięknie - droga z Łodzi do Warszawy w 4 godziny? Czemu nie! I to samochodem!


Ale fajnie! Jak miło tak się spotkać z dziewczynami! Mam wrażenie, że dziś spać to chyba pójdziemy baaaaardzo późno! Mamy masę spraw do obgadania! Przy piwku i drinkach rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy... i rozmawiamy... Jola pokazuje mi lilie, z których będę jutro robić bukiety - skubańce pozamykany, nie chcą się otwierać, choć stoją w ciepłej wodzie z odżywką i przy kaloryferku... No mam nadzieję, że jutro zaczną pękać! Zachwycamy się pieknymi frezjami o nieziemsko długich łodygach i odnóżkach, które Jola wstawiła do oddzielnego wazonu, niech się pięknie rozwijają! W międzyczasie Misiek pompuje nasz materac - nówka, nie śmigany - co nie podoba się Dodzie - fantastycznej suni, którą opiekuje się Jola. Zaczyna szczekać na pompkę, na Miśka, w końcu z zębami wskakuje na materac i... przegryza go! Dziura jak się patrzy! A co robią florystki? Odpalają glutownice (do tej pory się zastanawiam, po co dwie naraz...), zaklejam dziurę kawałkiem czegoś, co daje mi Jola - próba szczelności wypada pozytywnie, Misiek idzie spać. A my? Dalej rozmawiamy... Aż nudne, co? W końcu około 4 rano postanawiamy zlec. Od rana czeka nas masa roboty!

Wstajemy koło 8mej, szybkie śniadanko, obowiązkowo kawka i ciacho! Zabieramy przydatne rzeczy i idziemy do warsztatu. Rozkładamy się, organizujemy sobie stanowiska pracy, dołącza do nas Mariola. Karolina jedzie z Miśkiem do telewizji ustalić szczegóły na jutrzejszy dzień. Przenosimy całą masę kwiatów z garażu do warsztatu - oj, jak mnie męczy taka latanina - do tego po schodach, mam zadyszkę jak sto pięćdziesiąt! Przyznam się, że oszukuję, no ale co? Mam paść im jutro w studio? Albo nie dojechać? Albo dziś nie wyrobić normy - 20 bukietów? :) heh - teraz jak to piszę, po 8 miesiącach od wydarzenia - śmiać mi się chce... Wogóle jakoś tak mi sympatycznie na serduszku!
 
Karola wraca, nie ma zbyt dobrych wieści - znaczy wieści, na jakie czekaliśmy - nie będziemy mieć żadnego stanowiska, nawet dwóch marnych stolików, brak miejsca, wszystko dosłownie musimy zrobić dzień wcześniej, czyli DZIŚ? No! To do dzieła!
 
Zapraszam na foto-story :)
 
Jola sprawdza, czy niczego nie brakuje, ogarnia wzrokiem powstałe pobojowisko,

pilnuje Gosię, by ta jak najpiękniej wykonała bukiet dla żony naszego głównego sponsora.

Mariola ze stoickim spokojem drutuje mini-gerberki. Mnie przy takiej czynności szlag trafia już przy pierwszym kwiatku! Obok gerberków leżą oczywiście jeszcze nie otwarte moje lilie i amarylisy.

Tak oto wygląda zrobiony przez Gosię, a dopilnowany przez Jolę :) bukiet dla pani Woźniak, żony sponsora.

Karola komponuje fajny bukiet w sielskim klimacie, Jola pomaga dobrać dodatki.

Praca koordynatora jest dość ciężka i wykańczająca, dlatego kolejna kawka? Czemu nie!

Mój pierwszy bukiet prezentuje się tak (jeszcze 9 takich samych!):

Mariola przygotowuje róże do kolejnych kompozycji - powstaną przecudowne serca kwiatowe...

... na futerkowych kryzach, które wyglądają jak skrzydła anioła!

Jola sprawdza bukiet, który zrobiła Mariola. Wszystko gra!

Gosia i jej wielkie serce!

Tu widać rosnący rozgardiasz floralny!


Bukietów przybywa, a pod wieczór przybywa również Marcin - kumpel forowy i Marek - mąż Gosi.



Jola układa swój bukiet - będzie cudny!

A to ja ze swoim bukietem :) Chwilę wcześniej - dołączył do nas Tomek! Kolejna fantastyczna osoba, która z wielką przyjemnością postanowiła robić to co ja! Na fotce widać jego niebieski sweterek - Tomku - przepraszam, ale z przygotowań nie mam Twojego zdjęcia od przodu!

Madzia i jej amarylisowo-liliowy bukiet!

Madzia i jej eustomowo ( a jakże!) -zatrwianowy bukiet!

 Zmęczenie dopadło Karolinę. Nic dziwnego, w końcu mamy już godzinę 2:30 rano! Zbieramy się, sprzątamy bałagan. Spaaaaaaaaaaaaać Aczkolwiek adrenalinka nadal buzuje w naszych żyłach - pewnie tak od razu się nie położymy!

Dorwałam jeszcze eustomę i kilka gerberków - no to dorobiłam taki oto bukiecik skromny...

Idziemy do domu jolinego, żeby odpocząć, jutro wielki dzień i ciężki dzień niesamowicie!


Żeby kwiaty utrzymały swoją świeżość - obcięte końce łodyg owijamy ręcznikiem papierowym i zakładamy folię - ot, takie tymczasowe wazony - no bo jak w sumie inaczej sobie poradzić?

 
Godzina prawie piąta rano - a my nadal nie potrafimy się spokojnie położyć spać - a wstajemy o wpółdo ósmej! Na dobry sen i jutrzejsze wzmocnienie - nalewka owocowa!
 
W końcu kładziemy się, ale nie wszyscy... Karola tak przeżywa, że nie kładzie się cale, siada przy kominku, czyta czasopisma... Dzielna okropnie!
 
7:30 - jak ja nienawidzę budzika! Jednak wstaję, zaczynam się ekscytować dzisiejszym dniem... Idę pod prysznic, ubieram się, nawet mejkapa nakładam! A co! W końcu w telewziji będę, tak?
 
C.D.N....

piątek, 13 sierpnia 2010

Floryści Dzieciom czyli...

...ogólnopolska akcja wystartowała! 


Siedzimy sobie na warsztatach w Słowikowie, organizator Janusz rzuca pomysł, by przeprowadzić ogólnopolską akcję florystyczną, która miałaby na celu pokazanie Milusińskim na czym polega zawód florysty, propagowanie sztuki układania kwiatów a także integrację klientów danej kwiaciarni, która włączyłaby się do akcji. Trochę o tym dyskutujemy, wybiegamy w przyszłość kilka miesięcy... Trzeba się wziąć! No jasne! Przecież miło będzie pokazać się od strony dydaktycznej :)

Trwają przygotowania, rozmowy ze sponsorami. Co nieco wycieka specjalnym florystycznym kanałem poczty pantoflowej. Zacieram rączki :)

Mamy siódmy miesiąc tego roku - dopięta na prawie ostatni guzik akcja rusza! 18 lipca tytułuje się jako pierwszy etap akcji Floryści Dzieciom, a są to warsztaty florystyczne  trwające podczas Święta Kwiatów na VIII Festiwalu Róż w warszawskim Ogrodzie Botanicznym. Warsztaty prowadzą dwie florystki: Monika Bębenek i Magdalena Birula. Jest duże zainteresowanie, dzieciaki biorące udział są naprawdę zadowolone i zainteresowane! Dzień później, w ogrodzie warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka w warsztatach florystycznych prowadzonych przez florystkę Zofię Wojciechowską biorą udział mali pacjenci z oddziału onkologii IP CZD oraz dzieci niepełnosprawne.

We wtorkowym wydaniu porannego programu "Kawa czy herbata?" w dniu 10 sierpnia - ma miejsce promocja naszej akcji "na żywo" poprzez mini-warsztaty florystyczne z udziałem kilkorga dzieciaczków, prowadzącą jest Monika Bębenek. (Może ktoś z Was oglądał?)

Pierwszy etap za nami, jesteśmy tuż przed drugim - który odbywać się będzie w 30 kwiaciarniach z całej Polski - w tym miejscu miło mi poinformować Was, że moja kwiaciarnia jest jedną z tej trzydziestki!

W dniach 15-31 sierpnia odbędą się warsztaty tu:

1. Stokrotka; 97-400 Bełchatów, ul.Emili Plater 1

2. Pracownia Florystyczna -Margarett Design- Małgorzata Antonik; 43-300 Bielsko-Biała ul. Karpacka  10

3."Bukieciarnia Róża"; 59-920 Bogatynia, ul.Dworcowa 6

4. Bukieciarnia; 41-500 Chorzów, ul.Opolska 2a

5. Elżbieta Ślęczka-Nowak; 32-410 Dobczyce, Plac Zgody 12

6. Salon Kwiatowy ANABET Bernadetta Pacholczak; 44-100Gliwice , ul.Barlickiego 15

7. Kwiaciarnia Orchidea; 44-100 Gliwice, ul.Portowa 10a - Dariusz Falborski

8. Zielona Fabryka; 62- 200 Gniezno, ul.Wrzesińska 44

9. Kwiaciarnia Pokusa; 25-502 Kielce, ul. Paderewskiego 47 - Edyta Zając-Chruściel

10. Orchidea; 36-100 Kolbuszowa, ul.11-go listopada 8

11. Studio kwiatowe Domiflora; 31-231 Kraków, os. Mozarta 1/40 - Dominika Wierzbicka

12. Kwiaciarnia PARVIFLORA Magdalena Lasocka; 90-266 Łódź, ul. Wschodnia 68/70

13. Kwiaciarnia‘Beata’; 92-503 Łódź, ul.Haśka 11

14. KWIACIARENKA MAŁGORZATA; 06-500 Mława, ul.T.Kościuszki 11

15. Kwiaciarnia Zosia; 11- 700 Mrągowo, oś.Mazurskie 40 - Zofia Wojciechowska

16. Kwiaciarnia Zielona Gęś; 45-222 Opole, ul. Oleska 51A - Monika Bębenek

17. Atena Szkoły Sp. z o.o.; 10-034 Olsztyn, ul. Kołłątaja 5/321 - Katarzyna Ząbek

18. Przedsiębiorstwo Elhar; 10-461 Olsztyn, ul.Pana Tadeusza 6

19. Kwiaciarnia Selgros; 61-131 Poznań, ul. Zamenhofa 133 box 12

20. Kwiaciarnia; 84-230 Rumia, ul.Dąbrowskiego 6

21. Agnes; 35-082 Rzeszów, ul.Podkarpacka 6a

22. Róża; 43-430 Skoczów, ul.Cieszyńska 8

23. Kwiaciarnia"Pod Zółtą Różą"; 71-541 Szczecin, ul. Cyryla i Metodego 9b - Monika Dłużyk-Marciniak

24. Studio Florystyczne"Stokrotka"; Świdnica Śląska, Ofiar Oświęcimskich - Grażyna Zieniuk

25.Fantazja; 62-700 Turek, ul.Uniejowska 2

26. Fabrica de Pasjone; 02-654 Warszawa, ul.Przejazd 6

27. Kwiaciarnia Kwiatowa Przystań; 02-886 Warszawa, Rybałtów 20 - Alicja Urban

28. C.H FAMILY POINT; Wrocław, ul Krakowska - Elżbieta Szermanowicz

29. Agnieszka Mitko Pracownia Florystyczna; Wrocław

30. Kwiaciarnia Aniołowo; 59 - 900 Zgorzelec ul. Poniatowskiego 19 - Monika Wilgocka


Zachęcam do odwiedzenia miejsca najbliżej Was! Już trwają zapisy na warsztaty - ilość miejsc ograniczona!

A teraz moja notka osobista:

Gorąco zapraszam Dzieci od lat 3 do 17 na bezpłatne warsztaty florystyczne, które odbędą się w ramach akcji FLORYŚCI DZIECIOM w dniu 29 sierpnia (niedziela) w kwiaciarni Parviflora w Łodzi. Ilość miejsc ograniczona, dlatego proszę się zapisywać pod numerem telefonu 69 69 96 023 lub na maila kwiaty@swiata.pl .

Szykuje się niezła zabawa, do tego konkurs na najpiękniejszą kompozycję kwiatową i loteria fantowa, gdzie każdy los wygrywa! Koszt losu - 3, 5, 10 i 20 PLN - pieniążki za zakup losu będą zbierane do specjalnej skarbonki, na leczenie i rehabilitację Amelki, córeczki mojej koleżanki.

Już nie mogę się doczekać! W końcu połączę moje dwie pasje - florystykę i... dydaktykę ;) tak, tak, kiedyś, w sumie nie tak całkiem dawno temu - chciałam zostać nauczycielką przyrody, biologi... Nie udało się, może i dobrze, bo jestem teraz tu, gdzie jestem i mi się podoba!

Buziaki!

Expressowe CANDY, bo...

... mi się to podoba - to całe sprawianie przyjemności osobom zupełnie nieznajomym :) i tak sobie myślę, że w sumie nie jest potrzebna okazja, żeby sprawić komuś przyjemność :)

< leciutko masło maślane, ale wiadomo o co kaman ;) >


Zatem - ogłaszam drugie CANDY w Miejscu Sympatycznych Klimatów!

Zasady: żeby dołączyć do mojej zabawy - proszę o:
1. komentarz pod tym postem
2. podlinkowanie zdjęcia na swoim blogu

Zapisy trwają do północy 18 sierpnia - losowanie 19 sierpnia - jak widzicie - jest to niezły express! tylko tydzień i aż tydzień - liczę na Wasze zainteresowanie - choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy może mieć ochotę na moje serduszko, przecież nie jest jakieś specjalnie wypasione, do tego takie "puste"...

środa, 11 sierpnia 2010

I mnie dopadła serduszkomania...

Przychodzę dziś do kwiaciarni, poddaję się codziennym czynnościom pielęgnacyjnym, układam niewielki okrągły bukiet z amarantowego goździka, kremowej gerbery i granatowego agapanta, potem układam okazały bukiet ze słoneczników, graficzny. Nie bardzo lubię tego typu bukiety - zdecydowanie wolę te małe i całkiem maluśkie, "bidermajerki". Ozdabiam cissusa - no co, w końcu doniczkowe też lubią się stroić w te wszystkie sizale, rafie, szyfonówki...

Odpalam komputer, odwiedzam Wasze blogi, wędruję dalej i odwiedzam blogi Waszych znajomych i znajomych Waszych znajomych i... wciąga mnie to okropnie! W międzyczasie odwiedzają mnie klienci... Ale do rzeczy! Post ma być o serduszkach, sercach, serduchach - tak? TAK! No, i tak sobie wędruję i wędruję po tych blogach, tu i ówdzie zatrzymuję się na dłużej i gapię się... gapię się na serduszka wszelkiego rodzaju, typu, dizajnu, charakteru, i ach, i och! Nie żebym była jakaś guła - ja już kiedyś miałam przygodę z maszyną i serduszkomanią, ale chyba nie na taką skalę, jaka teraz ma sie przetoczyć w moich żyłach!

Drut! Tak! Wyginam serduszka aluminiowe, potem miedziane - o, te miedziane to są fajne, bo sztywniejsze - czyli co? Czyli będą dłużej i pewniej trzymać fason! Aluminium - z powrotem do szuflady! Miedź - do roboty! I wyginam! I zaginam! I tak sobie myślę - nie jest źle, a nawet mi się podoba, ale... takie jakieś są gołe? Bidule! Myślę sobie: ubrać? HAHAHAHAHAHA - tak, Madziu szalona - ubierz serduszka, może im zimno, albo się wstydzą... Masakra!

Dzwonię do Mamy, opowiadam o moich wyczynach i pomyśle ubrania serduszek. Słyszę w słuchawce jakieś dziwne westchnięcia. No cóż - mogłam się tego spodziewać...
- To w co chcesz ubrać te Twoje druty? - ooo, uszom nie wierzę! A jednak!
- No... w ten materiał, co wiesz... - i tak nawijam, nawijam...
Po godzinie Mama wchodzi do kwiaciarni, wyciąga zawiniątko z torebki - o jakie cudne! znaczy zwykły rulon materiałowy... Ale jest szał! Prędko nawlekam go na drut, chwilkę zastanawiam się nad zdobieniem, odpalam glutownicę - mój ulubiony sprzęt kwiaciarniany - dobieram tasiemkę, kwiatuszek, koraliki... Mama przygląda mi się uważnie - mam wrażenie, że korci ją, żeby sprawdzić mi ciepłotę czoła!


No, po pracy biegnę do domu - ale nie tego, co z Małżem dzielę - ale do tego, z którego mnie Małż zabrał - dosiadam maszynę i jazda!!!!!!! Podbieram z "magicznej szuflady Taty" druty, szczypce (a mogłam wziąć swoje ze sklepu - tymi tatowymi kiepsko mi idzie wyginanie pętelek!). Tata sprawia wrażenie, jakby nie bardzo rozumiał o co chodzi... W sumie mu się nie dziwię! Najlepiej, jak wzięłam z szafki kieliszek do wódki... (no co - przecież na czymś muszę kształt serduszkowych policzków wyrobić, nie?).


I tak oto powstają moje pierwsze ubrane serduszka. A w zasadzie drugie i kolejne, bo przecież premiera miała miejsce w kwiaciarni :) Trochę puste te moje serducha, ale co tam! Nadają się? :D


Pozdrawiam wszystkich z całego serca!

niedziela, 8 sierpnia 2010

Jagody i pistacje


Mamy lipiec... tak naprawdę nic się nie dzieje, większość ludzi wtedy jest na urlopach, co przekłada się na totalne pustki na ulicach... na ulicy Wschodniej szczególnie to zauważam, kiedy tak sobie kręcę się po kwiaciarni, przestawiam  duperelki z półki na półkę, aranżuję zestawy dekoracyjne, podcinam łodygi kwiatom i podmieniam wodę w wazonach... Czuję, że życie nieco zwolniło; po szalonej końcówce maja i pełnym ruchu wszelkiego w czerwcu - w lipcu nastaje czas bezruchu, ale na pewno nie bezczynności. Bo w kwiaciarni zawsze jest coś do zrobienia. Od czasu do czasu plotę wianki, które użyję przed Bożym Narodzeniem, porządkuję przydasie i takie tam... No i produkuję broszki ;)

Mamy lipiec, siedzę na zapleczu pochłonięta do reszty opalaniem półproduktów do kwiatowych przypinek, kiedy ktoś wchodzi  do sklepu. Nareszcie! Dwie panie są zainteresowane kwiatami do ślubu! Czyli - mój ulubiony temat :) No cieszę się, jak nie wiem co - w końcu się wyżyję! Znaczy - dwutygodniowa przerwa w dekoracjach ślubnych to stanowczo za długo! Zresztą - na własne życzenie, przecież tydzień temu był Browar Staropolski... ;)

Rozmawiamy, przeglądamy katalogi z bukietami ślubnymi, pokazuję swoje wcześniejsze prace. W międzyczasie ustalamy kształt i charakter bukietu ślubnego, co jest wynikiem kroju sukni, jej dodatków, charakteru Panny Młodej, jej oczekiwań i uwarunkowań fizycznych. Stawiamy na coś oryginalnego, innego! Zatrzymujemy się przy dwóch moich pracach (jakże mi miło, że nie przy katalogowych, obcych!):

 rattanowy koszyczek

 girlandy kwiatowe na obręczy

No, i teraz jest problem :) obie wiązanki się podobają, ale z obiema jednocześnie do ślubu nie da rady iść! Proponuję połączenie wzorów. Konstrukcja rattanowa, pokryta satynową lamówką.Wybieramy kolor kwiatów. Fiolet. Ożywiony delikatną zielenią. Suknia jest w kolorze ivory (chyba najmodniejszy odcień bieli ślubnej ostatnich czasów), więc pięknie całość będzie się prezentować! Jakie kwiaty? Oczywiście eustomy! Mają przecudne odcienie - od lila do ciemnego fioletu. Postanawiamy zmieszać 2 różne odmiany, o różnym stopniu nasycenia barwą - jaśniejszą i ciemniejszą - różnica w barwie będzie nie tylko w kwiatach pełnych ale i w pączkach, zamawiam odmianę pełną i pojedynczą. Obie przyjadą do mnie z Holandii - wiem, że zamówione kwiaty będą bardzo świeże, mam gwarancję, i gwarancję spokojnie mogę dać - że kwiaty w kompozycjach wytrzymają w stanie niezmienionym co najmniej dobę. Znam ich pochodzenie, wiem, w jakich warunkach są magazynowane i transportowane. We florystyce ślubnej nie ma miejsca na żadną wpadkę, zwłaszcza na wpadkę związaną z kiepską jakością kwiatów! Z całym szacunkiem do polskich producentów - na dekoracje ślubne wolę zapłacić więcej, zamówić i kupić towar z najwyższej półki...

Na kiedy realizacja? Na za tydzień????????????? O matko i córko! Tak mało czasu! Zamawiam kwiaty. Dostaję to, co chcę - tym bardziej, że właśnie teraz eustoma przeżywa swoje apogeum rozkwitu! Co niestety nie przekłada się na obniżenie ceny... Trudno. I tak jest dobrze! Uwielbiam eustomę i pracę z nią - świetnie się rozumiemy, ja słucham jej natury, ona słucha mojego serca i ręki... Ot, taka efemeryczna symbioza!

Czwartek. Odbieram kwiaty. Są takie, jakie wymarzyłam do tej kompozycji, którą nazajutrz wydam - tak, ślub tym razem jest w piątek, nie w sobotę. Przywożę eustomę do kwiaciarni, wykonuję podstawowe zabiegi, jakie wykonać sie powinno, zaczynam "przedślubne" kondycjonowanie. Przy tym oczywiście prowadzę miłą rozmowę z kwiatami! Wiem, jestem nienormalna!

Piątek, godzina 7ma rano. Dla mnie to nadal środek nocy, ale przede mną maluje się wizja spełniania się w pasji! Więc co? Wstaję strasznie wyspana, podniecona tym faktem - w końcu adrenalinka powoli wypełnia moje wszystkie żyły i tętnice! Do kwiaciarni trafiam kilka minut po godzinie ósmej. Cieszę się z faktu, że wcześniej przygotowałam sobie wszelkie nieroślinne części składowe dekoracji ślubnych. Dziś tylko umocowanie kwiatów, zabezpieczenie ich i wydanie. Mało? Niewiele, a jednak! O godzinie 14tej odbiór. Przecież zdążę :)

Przeglądam raz jeszcze formularz zamówienia i umowę. Tym razem na pewno nie przegapię żadnej pozycji z zamówienia! Zabieram się do komponowania. Utwór musi być wyjątkowy, jedyny - tak jak jedyny i wyjątkowy jest ten dzień dla Państwa Młodych! Główne nuty zagrają w nim jagody i pistacje. Mniam!


Zaczynam pracę od stworzenia butonierki dla Pana Młodego:


Następnie zabieram się za dekorację włosów Panny Młodej:




Po czym tworzę kwiatowe bransoletki dla Pań Świadkowych (tak, tak - tym razem za Młodymi stoją dwie panie):



I w końcu robię to, co najbardziej lubię - wiązankę ślubną. No właśnie - wg mnie znów trudno w tym przypadku mówić o wiązance czy bukiecie - może inaczej: układam kwiaty do ślubu dla Panny Młodej, co finalnie wygląda tak:




Na sam koniec zostawiam sobie stroiki do dekoracji auta:



Kilka minut po 14stej przyjeżdża Pan Młody - jest troszkę zdenerwowany, ale próbuję rozładować atmosferę, która staje się niezwykle sympatyczna! Przypinam Panu Młodemu Butonierkę, oczywiście do klapy marynarki:


Następnie ubieram samochód, który odjeżdża ze spakowanymi pozostałymi dekoracjami.

Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

*******

Pamiętacie, jak pisałam o zepsutym kleju? Na całej giełdzie nie mogłam znaleźć dobrego, troszkę się martwiłam tym faktem, ale napisałam wiadomość na FK i... jedna z forowych znajomych przysłała mi dobry klej! Dziękuję Eluniu!

sobota, 7 sierpnia 2010

Wyniki pierwszego CANDY :)

Wtorek, 20 lipca, piszę posta, w którym jest mowa o CANDY - o pierwszym CANDY w Miejscu Sympatycznych Klimatów. Bloga prowadzę od niedawna, wciąga mnie to wszystko coraz bardziej, i bardziej, i bardziej, i... No właśnie! CANDY! Zapisuję się w kilku miejscach, grzecznie linkuję posty, blogi dodaję do obserwowanych. Dlaczego więc ja nie mogłabym ogłosić rozdawnictwa u siebie? Nie widzę przeciwwskazań, więc organizuję troszkę przydasi, przetrząsam szuflady w kwiaciarni, ściągam z półek sklepowych co nieco. Ale tak jakoś mało mi tych drobiazgów - myślę - może taki zestaw nie jest zbyt atrakcyjny? Co tu dorzucić? Już wiem! Niespodziankę zrobię! Pakuję i dokładam do przydasi. Tak mi się podoba ta niespodzianka, że postanawiam zrobić kolejną - no bo ja uwielbiam dawać prezenty!

Piątek, 6 sierpnia. Zaglądam do posta z 20 lipca, dziwię się mocno - aż 90 komentarzy widnieje pod spodem, z czego 89 to liczba osób zapisanych do zabawy! O jak miło, dziękuję wszystkim! Patrzę na zegarek - wpół do północy. Biorę notesik, mazak i zaczynam spisywać nicki moich wszystkich Gości, z zaciekawieniem czytam wszystkie komentarze. Składam karteczki na cztery, wrzucam do koszyczka. O! Już po północy! Losować?


Proszę Małża o pomoc, ten miącha, miącha, miącha dokładnie...




... i losuje pierwszą Osobę, dla której jest prezent niespodzianka - co kryje się w środku? Na to pytanie być może odpowie nam...


Gratuluję!

Małż znowu miącha, miącha....



... i losuje drugą Osobę, dla której jest paczka przydasi do pakowania prezentów plus prezent-niespodzianka. A jest nią...


Gratuluję!

Kochane - czekam na wiadomość z Waszymi adresami, żebym mogła wysłać paczki. Jeśli do 14 sierpnia nie dostanę maila na kwiaty@swiata.pl - losuję ponownie :)

Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz dziękuję wszystkim chętnym! Obiecuję kolejne zabawy - bardzo mi się to podoba!

środa, 4 sierpnia 2010

Prezent, zakup i wygrana

Tak, tak - tyle tego się zebrało :) a bloguję dopiero od 10 czerwca :) Ale po kolei:

Zapisuję się na CANDY do Ani - niestety z pewnych powodów zabawa zostaje odwołana :( no cóż, tak też się zdarza... Dostaję przesympatycznego maila z prośbą o adres i zapowiedzią wysyłki. Hm... - podaję, co mi tam :) i tak jak ktoś chce to poszpera i odnajdzie moją stronę www a na niej adres więc... Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu - listonosz przynosi kopertę bąbelkową, wypukłą, coś w niej grechocze - oho! myślę - czyżby faktycznie Ania przysłała mi kolczyki? TAK! O mamo! Są niesamowite, stają się jednymi z moich ulubionych! Proszę bardzo, podziwiajcie te cudeńka razem ze mną! - jak stwierdziła Ania - klasyka - srebro i onyksy!


I tutaj mam do wszystkich gorącą prośbę - odwiedźcie Anię, dziewczyna wystawia swoje prace w ArsNeo i w AleŁadne - promocje i obniżki cen, co jest spowodowane jej ciężką sytuacją... Aniu - pozdrawiam cieplutko i namawiam znajome na zakupy u Ciebie!

*******

Przeglądam sobie blogi, wdeptuję do Niecodziennego Zakątka, a tam! o mamo! poduchy, domek w kwiaty malowany, i broszki - a jakże! Jakoś takie insze? Puchate? Piszę komentarz, że mam potrzebę posiadania takowej. Dostaję maila, na którego odpowiadam, dogadujemy się co i jak i co? No? Kto zgadnie? Tak! Dostaję broszkę plus... drugą broszkę! Miło jak nie wiem co! Oto to, co mam, od Iwonki:


Dziękuję Ci kochana, broszki miały już pierwsze swoje 5 minut - jedna na torbie, druga na żakiecie :)

*******

No i czas zaprezentować moją wygraną w Szufladzie :) Po pewnych komplikacjach z niedojściem maila czy innego chochlika, nie wiem, nie byłam przy tym, hahaha, patrzę, a serducho w obłędne grochy usadawia się beszczelnie na komodzie-barku:


W kieszonce serduszka - fajny przekaz - mam nadzieję, że na szczęście, bo... moim marzeniem jest... a tam, nie będę zapeszać :)

A skrzydełka nieśmiało przycupają na wieszaczku w przedpokoju:


*******

No, i co Wy na to? Ja jestem  hepi - jak to mawia moja bratanica ;) Już niedługo - mam nadzieję - ktoś będzie się równie mocno cieszył z niespodzianki z mojego CANDY, na które jeszcze trwają zapisy - serdecznie zapraszam!

Buziaczki moje drogie - i dzięki za pamiątkowe wpisy pod poprzednimi postami!

wtorek, 3 sierpnia 2010

Mała Wróżka...

... i całkiem duży wróżek (?!)

Któregoś dnia wchodzi do kwiaciarnia pani Agata. Jest u mnie dość częstym gościem (nie lubię słowa "klient", jakoś tak to brzmi nieładnie...).

- Pani Madziu, dzień dobry! - zaczyna od progu - czy mogłaby pani wymyśleć coś fajnego dla Zuzi - w przedszkolu ma być bal, ona przebrana za wróżkę, ma różową sukieneczkę buciki...
- Hmmm... Wróżki mają różdżki! Może coś takiego? Jaki ma mieć kolor? - no tak, oczywiście różowy ;)
- Niech pani coś wymyśli, ja wejdę pojutrze. Do widzenia!
- Do zobaczenia!

No tak, hasło "różdżka" rzucone, wiem jaki ma mieć kolor... a reszta? Do dzieła!

Co ta różdżka ma mieć... Na pewno koraliki, perełki, druciki, piórka...

- Dzień dobry pani Madziu, mamy tą różdżkę?
- Dzień dobry, proszę, oto ona, mam nadzieję że będzie się Zuzi podobać?
- Noooooooooo! Cudo! Jak zawsze! Wielkie dzięki!
- A czy mogłabym prosić zdjęcia Zuzi z tą różdżką?
- Oczywiście, przyniosę!

No, i oto Zuzia ze swoją różdżką!






A tutaj inna wróżka (wróżek?), w ciele mojego brata, na balu karnawałowym Bractwa Piwnego - zgadnijcie, czyjego pomysłu i wyrobu są skrzydełka i różdżka? hihihih Buziale, szatanie!