niedziela, 12 września 2010

Warsztaty florystyczne z e-florystyka.pl...

... i jak to można się bawić bez nastawienia "góry" na tantiemy...

Niedziela, 5 września. Mamy już wieczór a ja nie jestem jeszcze spakowana! To znaczy w pewnym sensie – wszelkie przybory florystyczne już grzecznie leżą w przegródkach kuferka, pudło z materiałami i koronką pęka w szwach, szkice sukien ślubnych wydrukowanych w rozmiarze XXL (A0) gotowe do drogi, obudowa monitora straszy pustym wnętrzem... A walizka nadal pusta. No nic, wrzucam kilka ciuszków, kosmetyki, ręcznik, buty… W tak szybkim tempie to ja się chyba jeszcze nie pakowałam, i na ostatnią chwilę! Muszę wstać najpóźniej o 6 rano, mamy już 2gą w nocy… Idę spać. Budzę się niesamowicie wyspana już kilka minut po godzinie piątej. Postanawiam jeszcze troszkę poleżeć, przede mną długa droga. Droga do Dąbrówki Kościelnej, gdzie zamieszkam wraz z kilkunastoma innymi florystycznymi duszyczkami na 3 kolejne dni, żeby kwiatowo się wyszaleć!

Wstaję, ubieram się, dopakowuję kilka drobiazgów i nagle olśnienie – ładowarka do komórki została w kwiaciarni! Nieco wcześniej niż zamierzałam wychodzę z domu, Misiek podwozi mnie pierw do kwiaciarni, potem na parking Castoramy na Radogoszczu, gdzie czekają na mnie moi towarzysze podróży: atomowka, jolka, G.O.S.I.A., swietlana marciniak i Goldlight z mężem. Jedziemy w dwa samochody. Czas swojej podróży dzielę z prowadzącą auto Swietką, Aldonką i Pawłem. Niezwykle miło nam się rozmawia choć pierwszy raz się widzimy. Poruszamy tematy nie tylko florystyczne. Pewnie w drugim samochodzie jest tak samo sympatycznie ;)

Tuż za Łodzią zatrzymujemy się na jednej stacji benzynowej, żeby napić się dobrej kawki i coś zjeść. Świetne humory dopisują, martwimy się troszkę o pogodę, jest dość zimno i pochmurnie… Ruszamy dalej, a gdzieś w okolicach Gniezna znowu robimy sobie przystanek „na fajurkę” ;) Stąd jedziemy do celu naszej podróży. Mijamy znak z napisem Dąbrówka Kościelna. Super, tylko jak mamy jechać dalej? Pytamy o drogę spotkanego listonosza – dokładnie opisuje nam drogę do Rancza w Dolinie, dzięki czemu już po kilku minutach zajeżdżamy do niezwykle urokliwego miejsca. Kilka drewniano-ceglanych domków, stodoła, mnóstwo kwiatów! Wysiadamy, niestety zaczyna kropić. Niemal jednocześnie zauważamy, że nasze komórki pogubiły zasięg. No trudno, miejsce naprawdę jest na końcu świata…

Jak tu pięknie! Wychodzi do nas jedna pani, wpuszcza do głównego budynku – jak tu ciepło! Przyjemnie trzaska drewno w rozgrzanej „kozie”! Czekamy na resztę warsztatowej ekipy – bo jak się okazuje – jesteśmy pierwsi! Zwiedzamy to niezwykle klimatyczne miejsce, fotografujemy, zachwycamy się starymi meblami…








W międzyczasie robimy listę zakupów, zjeżdżają pozostali, a w zasadzie – pozostałe warsztatowiczki. Przywitania są niezwykle miłe, większość z nas zna się jedynie z pisaniny forowej! Naprawdę – radość przeogromna, w końcu się spotykamy! Rozmawiamy! Zapowiada się naprawdę udany wyjazd!

Jadę ze Swietką na zakupy z długą listą niezbędnych rzeczy, wśród których są słodycze, słone przekąski, fajurki, napoje, napoje i… napoje – no przecież ;) W Dąbrówce jest jeden malutki sklepik, kiepsko niestety zaopatrzony, dlatego jesteśmy zmuszone jechać dalej, do Kiszkowa. Tam kupujemy wszystko. Pada. Coraz mocniej…

Po wypakowaniu niezbędników – organizatorki tych fantastycznie zapowiadających się warsztatów proponują, by założyć plan naszych zajęć, tematykę, podział na grupy itd. Ustalamy, że dzielimy się na 3 pięcioosobowe grupy, następnie w wyniku krótkiej burzy mózgów decydujemy się na wykonanie opraw floralnych od A do Z dla trzech różnych ślubów: wiejskiego, plenerowego i cywilnego. I tak ślubem wiejskim zajmą się: atomówka, skimmia, tekla, swietlana i Magda K. Ślubem plenerowym pokierują: Goldlight, Paweł, jolka, artflower i G.O.S.I.A. Cywilny ślub zostanie ukwiecony dzięki fiorino, Magdawny, Magdzie M, Jolce D i parviflorze. W międzyczasie każdy z nas zostaje obdarowany zielonym fartuszkiem z logo naszego portalu, w które to od razu się ubieramy, dostajemy też po oasisowskim nożyku  Podpisujemy pamiątkowe dyplomy…

Rozdaję każdej grupie po 6 szkiców sukien panien młodych i po 3 opisy osobowościowe. Musimy teraz zdecydować się na najbardziej pasującą do naszego ślubu suknię ślubną i wybrać do niej pannę młodą. Zawieszam z fiorino duże plakaty z wybranymi szkicami sukien ślubnych, po czym wracamy do swojej grupy i jak pozostali – wymyślamy poszczególne kompozycje kwiatowe, ustalamy kolorystykę, wybieramy kwiaty…





<><><><><><>
<>
<><><><><><>
Musimy sprzątnąć nasze notatki bo oto na stoły zaczynają wjeżdżać gorące grillowane kiełbaski, pomidorki, ogórki i przepyszny smalec domowej roboty z chrupiącymi skwareczkami! Po kolacji zostajemy przy stole, chrupiemy chipsy, paluszki, popijamy piwko, naleweczki, drinki… Swietka robi przepyszne mojito według przepisu Violety – coś fantastycznego – naprawdę – niebo w gębie! I troszkę miesza w głowie – o czym przekonuje się jako pierwsza – Swietka! Opuszcza nas najwcześniej, żeby smacznie zasnąć pod cieplutką kołderką! Aldona przedstawia nam swoją pasję – perfumy! Pokazuje próbki przepięknych zapachów, aż się w głowie kręci – tylko nie wiem czy po swietkowym mojito czy po perfumach! Około godziny 22 rozchodzimy się – jesteśmy naprawdę zmęczeni, idziemy spać…

Budzę się skoro świt, Swietka – z którą dzielę pokoik – wyspana, studiuje „ABC Florystyki”  Ubieramy się i postanawiamy skorzystać z ładnej pogody – nie pada – idziemy we dwie na spacer. Okolice Rancza są przepiękne, robimy mnóstwo zdjęć…







Zachodzimy akurat na śniadanie, w czasie którego zajeżdża wyglądany od świtu samochód wypełniony kwiatami! Kilka z nas przerywa posiłek żeby wyładować pachnące cuda! Wracamy, żeby dokończyć jeść pachnącą jajecznicę, zapraszamy do stołu przesympatycznych panów, którzy przywieźli nam to, na co czekaliśmy od samego rana!

Najedzeni ruszamy do stodoły, gdzie stoją Kwiaty. Wybieramy to, co przyda się nam nazajutrz. Z reszty wybieramy kwiaty do naszych ślubów. Ja wybieram Kwiaty i dodatki do „bukietu” dla Admina. Zaczynamy! Szelst obrywanych liści, ciętych łodyg, gwar, zero pośpiechu… Tworzę kwiatowy monitor, potem bukiet dla Ani, żony naszego munky’ego i Lenki – jego córeczki.




Powstają przepiękne kolejne dekoracje kwiatowe w każdej grupie. Wreszcie dołączam do swoich dziewczyn i zajmuję się korsażem na rękę panny młodej, kolczykiem dla niej i butonierką pana młodego, konstrukcją na samochód.


Wszystko to do ślubu cywilnego powstaje w moich ulubionych kolorach i kwiatach – fioletach ostróżek, różach róż i eustomy oraz soczystej zieleni dzwonka irlandzkiego. Ślub wiejski natomiast jawi się w brązach wikliny, juty, w żółci nawłoci i zieleni szarłatu. A plener? Plener pokaże nam róż hortensji, zieleń goździków i biel eustomy.




W międzyczasie przyjeżdża munky z rodzinką i mamuta!

Uwijamy się jak pszczółki, żeby zdążyć przed biesiadą urodzinową, której zapachy już od jakiegoś czasu drażnią nasze zmysły! Kończymy, fotografujemy swoje prace, jesteśmy spełnieni i szczęśliwi!









Zasiadamy do stołu, na którym roi się od smakołyków! A wszystko grillowane: rybki, ziemniaczki, szaszłyki drobiowe, kartkóweczki, cielęcinki! Bogactwem kolorów i zapachów zachęcają sałatki i surówki, sosy i warzywa! I przepyszne, chrupiące pieczywo!


Po zaspokojeniu pierwszego głodu – czas na część oficjalną biesiady – wręczanie dyplomów! Pierwszy – największy i najbardziej kolorowy – wędruje do munky’ego, a wraz z nim kwiatowy monitor, w którym prócz kwiatów – piwna niespodzianka! Ania i Lenka dostają swoje bukiety i czekoladki; Malutka jest chyba zadowolona, pięknie pozuje do zdjęć, cały czas się śmieje!





Z wielkiego tajemniczego pudła pan Boguś z FloraHurt zaczyna wyciągać prezenty dla nas! Są to fartuszki, kubeczki, katalogi, długopisy! No tego to nikt z nas się nie spodziewał! Teraz każdy z nas dostaje dyplom oprawiony już w antyramy.


Po pierwszych dyplomach przychodzą kolejne – za ilość napisanych postów; wygrała Magdawny – napisała aż 3 posty, ale podobno dużo czyta ;) Urządzamy konkurs na najbardziej pomocną forowiczkę, najbardziej fachową forowiczkę i najbardziej wesołą forowiczkę. Głosujemy wpisując na karteczkach wybrane osoby. I tak: najbardziej fachową forowiczką zostaje Małgosia (atomówka), najbardziej wesołą forowiczką zostaje Swietka, a najbardziej pomocną zostaję ja – za co bardzo, bardzo dziękuję! Nie sądziłam, że tak pozytywnie mnie postrzegacie  Następnie do głosu dochodzi Marcin – przedstawia wyniki głosowania specjalnie powołanego jury – na najlepiej dobraną oprawę floralna ślubu: trzecie miejsce zajmuje ślub wiejski, drugie – ślub plenerowy a pierwsze – cywilny! Cieszę się okropnie, w końcu moja Grupa wygrała! Aczkolwiek – każdy ślub jest inny i nie bardzo można je wrzucić do jednego wora… Jednak każdy z nas ma jakieś pierwsze odczucia – i te pierwsze odczucia jurorów sprawiły, że najwięcej uwagi przykuła nasza aranżacja. Dokładnie to tłumaczy nam Danusia (mamuta). Sypią się kolejne dyplomy. W końcu przychodzi pora na pyszne ciasto, kawkę, herbatkę i mocniejsze soczki – Swietka nic tylko ugniata limonki z cukrem i mietą!

Kilka minut po dwudziestej opuszczają nas Państwo Rzeteccy, pan Boguś, znika tez mamuta… Zostajemy sami. Biesiadujemy dalej, wypełniamy ankietę przygotowaną przez Sylwię, co jakiś czas kolejne osoby opuszczają salę stołową, idą spać… Koniec końców około trzeciej zostajemy same: ja, Gosia wykropkowana i Swietka. Dopijamy co zostało, żeby nie straciło do rana procentów, rozmawiamy. Gosia też wysiada. Idziemy ze Swietką do siebie i rozmawiamy niemal do piątej rano. Zasypiam nawet nie wiem w którym momencie, Swietka – czy mówiłaś do mnie a ja już spałam?

Oj jak trudno było mi rano wstać! Poleżałoby się jeszcze – ale szkoda tak pięknego dnia! Słońce zagląda do okna. Śniadanie. Po śniadaniu – zdjęcie grupowe (opuszcza nas Magda K)


 i losowani tajemniczych numerków! Okazuje się, że pod każdym z nich kryją się przepiękne ceramiczne naczynia, które podarował nam kolejny sponsor – Ceramik. Mamy za zadanie zrobić w nich kompozycje kwiatowe – więc takowe powstają w dość szybkim tempie!





Później zabieramy się za wymyślne bukiety ślubne; powstają kamelie, róg obfitości, kule, wachlarz, berło… Cała gama kształtów, kolorów i wzorów!







Czas niestety płynie nieubłaganie… Już niedługo przyjdzie nam się rozstać nie wiadomo na jak długo… Zjadamy ostatni wspólny posiłek; po obiedzie szybko kończymy swoje prace, robimy im zdjęcia. Zakładamy fartuszki, które dostaliśmy podczas biesiady – stajemy do zdjęcia grupowego z panem Bogusiem.


No i zaczyna się wielkie sprzątanie i podział tego co zostało, a zostało bardzo dużo: osłonki, doniczki, Kwiaty, zieleń cięta, storczyki w doniczkach… Dzielimy się dodatkami. Atmosfera jest niesamowicie przyjazna!

Pakujemy się. Czas ruszać w drogę… Wracam z Magdą M, która mieszka w Zgierzu pod Łodzią. Całą drogę rozmawiamy, wspominamy to, co minęło, co się zdarzyło… W Dąbrówce Kościelnej, pod osłoną Rancza w Dolinie, w dniach 6-8 września 2010 roku.

Tyle z moich wspomnień, czasem dość osobistych. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca, a w tym miejscu chcę gorąco podziękować:

Justynce – za przygotowanie warsztatów, za świetne pomysły, ciekawe rozmowy, za szok, jakiego doznałam podczas biesiady ;)

Sywlii – za jej niesamowite ciepełko, poczucie humoru, za okazanie mi ogromnej sympatii i pełnego poparcia i zrozumienia ;)

Swietłance – za mojito, bezpieczne dowiezienie na miejsce, za długą rozmowę i za wsadzenie do wody 2 specjalnie odłożonych by sflaczały cantedeskii

Gosi wykropkowanej – za fantastyczny dystans do siebie, rozmowę, i śmiech

Aldonce – za perfumy, przemiłą rozmowę w samochodzie

Pawełkowi – za ciekawe podejście do wielu spraw i ciekawe teorie na temat wielu spraw ;)

Gosi (atomówce) – za ciepło, uśmiech, książki, serduszko, wskazówki i konstruktywną krytykę

Jolce – za to, ze wyrzymała z nami przy stole do późnych godzin, za opowieści o okropnych kościelnych, zakonnicach i takich tam i za przepiękny bukiet ślubny – naprawdę, dla mnie bomba!

Madzi od zieleniny – za duuuuuużo zielonego, za trzymanie grupy cywilnej w ryzach, za dopilnowywanie wszystkiego i wielką kreatywność

Joli D – za dyskusję o pewnej kwiaciarce z kwiaciarni w Szamotułach, która to dyskusja podniosła mi poziom adrenaliny o 100%

Kasi – za uśmiech, za wypełnianie przez kilka dobrych godzin ankiety, za cierpliwość

Magdzie K – za ogromny wkład w dekorację ślubu wiejskiego i dobre słowo

Magdzie M – za niesamowitą powrotną podróż; zwłaszcza pamiętać będę te 230km/h na autostradzie…

Asi – za ciekawą pogawędkę, za zdjęcia, za cierpliwość, jaką wykazywała podczas robienia swoich małych dzieł

Sobie – że się zdecydowałam pojechać!

*******
Byłam na warsztatach zorganizowanych przez forumkwiatowe.pl i na warsztatach zorganizowanych przez e-florystyka.pl Mam więc porównanie dwóch imprez. I wiecie co? Dzień do nocy. Ogólnie rzecz biorąc - druga impreza florystyczna wyryła się w mojej świadomości niezwykle pozytywnie, bezstresowo, przyjaźnie... Natomiast ta pierwsza - no cóż - nie mogę powiedzieć, że było źle, bo nie było, ale gdyby nie jednak osoba, która mnie namówiła - nie pojechałabym i nie miałabym teraz tego porównania. To jak było? Dziwnie... Wyczuwałam pewną nerwowość w atmosferze, napięcie między uczestnikami... czego tutaj nie było wcale. Komfort psychiczny? W Dąbrówce Kościelnej. Nie chcę oceniać, oba wyjazdy były bardzo różne, jednak subiektywne odczucia wg mnie są bardzo ważne, w końcu każdy powinien mieć swoje zdanie, niekoniecznie ostatnie słowo, a jednak... Poza tym - na ludziach z wyjazdu wcześniejszego mocno się zawiodłam, o czym pisałam we wcześniejszym poście. Mam ogromną nadzieję że na tych osobach, o których napisałam wyżej - nie zawiodę się!

czwartek, 9 września 2010

Smak rozczarowania kontra fascynacja bestsellerem

Z końcem sierpnia piszę sprawozdanie z warsztatów florystycznych dla dzieci, które mają miejsce w mojej kwiaciarni podczas ogólnopolskiej akcji Floryści Dzieciom. Artykuł wstawiam na bloga, potem na forum kwiatowe. Po niedługiej chwili, na forum zaczynają się sypać posty odnoszące się do mojego. Ku mojemu zdziwieniu są to bardzo niemiłe dla mnie wypowiedzi, wręcz uderzające we mnie i obrażające... Zaczyna być dla mnie jasne to, o czym myślę od dawna... Pierwsze przychodzi rozczarowanie,, potem jest mi cholernie przykro, żal i płacz ściska mi gardło... Osoby, które uważam za przyjaciół stają się w jednej sekundzie obcymi, dalekimi ludźmi! Dlaczego tak się dzieje? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Dlaczego ludzie widzą to, co chcą widzieć, dlaczego niektórzy nie chcą spojrzeć dalej, niż na czubek własnego nosa? Dlaczego w końcu ktoś, kto jest fantastyczny, dobry, koleżeński, lojalny i miły - staje się hipokrytą? A może hipokrytą jest od dawna, a dobrze się z tym kryje? Ilu hipokrytów jest wśród nas? Nawet nie chcę tego wiedzieć... Dlaczego nie szanuje się osób, które nawet nie wyrażając swojej subiektywnej opinii a tylko ukazują prawdę? Przecież w życiu już tak jest, że prawda nie jest zawsze różowa... Prawda jest często czarna, gorzka i realnie niewygodna. Dlaczego ucieka się do fałszu i bezdusznej krytyki?

*******

W międzyczasie dostaję paczkę z książkami, które muszę wystawić na Allegro.pl dla "mojej" Amelki. Jedna okładka na dłużej przykuwa mój wzrok. Pod palcami czuję niesamowitą fakturę papieru...


Czytam "zajawkę" na tylnej okładce...

"Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, kiedy jest się martwym..."

 ...zatrzymuję się i myślę... Korci mnie, żeby zacząć czytać i jednocześnie coś mnie powstrzymuje... Śmierć, duchy, ale też miłość, chyba nieszczęśliwa? O matko! Ciekawość jednak wygrywa, zaczynam czytać... Wciąga mnie jak ruchome piaski. Czuję, że grzęznę, że nie będę mogła się oderwać od tego tekstu! Co się dzieje?

Pochłaniam książkę w jeden dzień pomimo, że ma przeszło 200 stron. Nieważne, że kładę się spać grubo po trzeciej w nocy... Było warto. Oczywiście nie każdy będzie tak jak ja zachwycony pierwszym bestsellerem autorstwa Laury Whitcomb.

Zapraszam do zatrzymania się na chwilkę i obejrzenia trailera.


Mamy już 9 września a ja nadal nie mogę się otrząsnąć... Przyczyny są dwie... Jakże różne, jakże wywołujące skrajne emocje...

piątek, 3 września 2010

Zagłosuj na wrześniowe...

... MIEJSCE SYMPATYCZNYCH KLIMATÓW

Chcę Wam zaproponować nową blogową zabawę, która polega na tym, że raz w miesiącu przyznany zostanie wybranemu blogowi tytuł Miejsca Sympatycznych Klimatów.

Zachęcam do skopiowania poniższego zdjęcia i umieszczenia go podlinkowanego do tego posta - na swoim blogu, w pasku bocznym. Być może dzięki temu ktoś dowie się o tej zabawie, zagłosuje i stwierdzi, że to właśnie Twój blog jest Miejscem Sympatycznych Klimatów :)



  • Waszym zadaniem jest podanie w komentarzach pod tym postem 3 blogowych adresów, pod którymi znajdują się strony zasługujące wg Was na miano MSK w danym miesiącu.

  • Nie można wskazać swojego bloga, ani bloga, którego jest się członkiem.

  • Głosować można do północy ostatniego dnia każdego miesiąca.

  • Pierwszego dnia każdego miesiąca - po podliczeniu wszystkich głosów - do właściciela zwycięzkiego bloga powędruje banerek. Jeśli będziemy mieć remis - o przyznaniu banerka zdecyduje łut szczęścia (losowanie).

  • Kiedy któryś blog otrzyma 3 wyróżnienia miesięczne - automatycznie otrzyma tytuł Miejsca SUPER Sympatycznych Klimatów i tym samym przestaje brać udział w kolejnych głosowaniach, jednocześnie otrzyma prawo do jednorazowego przyznania jednemu, arbitralnie wybranemu blogowi tytułu Miejsca Sympatycznych Klimatów (po wskazaniu bloga - zostanie przygotowany specjalny banerek, który powędruje do właściciela tegoż bloga).


Rozpoczynamy głosowanie na wrześniowe MSK - gorąco zachęcam!

 Jestem ogromnie ciekawa, który blog wygra jako pierwszy! Wszystkim życzę powodzenia!

środa, 1 września 2010

Floryści Dzieciom...

... w kwiaciarni PARVIFLORA

Kartka w kalendarzu wskazuje 2 lipca. Zmęczona po całym dniu kwiaciarskiej dłubaniny, siadam z zimnym Magnusem wygodnie w fotelu, odpalam laptopa i zaczynam odprawiać codzienny rytuał przeglądania ulubionych stron www, wśró których jest oczywiście Forum Kwiatowe. Otwieram nowy temat i wczytuję się w ciekawy artykuł-apel. Chodzi o ogólnopolską akcję Floryści Dzieciom. Czekają na chętnych do współtworzenia projektu. Czy w to wchodzę? No jasne! Świetny pomysł no i kolejna okazja by zebrać trochę pieniążków dla Amelki! Zapisy przyjmowane są do 31 lipca. Na niemal 2 tysiące zarejestrowanych użytkowników - odpowiada garstka... Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje? Przecież to niesamowite przedsięwzięcie, którego chyba fajnie być członkiem i dać coś od siebie ot tak, dla dzieci? Suma sumarum - 30 punktów na florystycznej mapie Polski zaczyna świecić różowym światełkiem :)

Dokładnie miesiąc później, 2 sierpnia, dostaję e-maila od Janusza Błaszczyka - managera projektu. W nim Janusz dziękuje za przyłączenie się do projektu, czytam o potrzebie takiej akcji dla dzieciaków, o aktywizacji naszych lokalnych środkowisk, w końcu o wsparciu dla córeczki naszej forowej koleżanki - dla Amelci, do której bloga widzicie banerek z uśmiechniętą dziewczynką z prawej strony ekranu. Czytam również, że możemy liczyć na małe wsparcie [cytat: Dostaniecie na wasz adres 2 kartony zielonej gąbki firmy Victoria, odżywki do kwiatów ciętych dla uczestników warsztatów, odżywkę do kwiatów dla waszej kwiaciarni od firmy Victus - Emak marki Chrysal, plakat akcji do umieszczenia w widocznym miejscu.]. W załączniku - kilka przykładowych zajęć z kwiatami, dla Milusińskich... Poza tym - nasz poczynania warsztatowe zostaną pokazane na portalu. Wszystko wygląda świetnie! Z rogalem od ucha do ucha - zaczynam snuć plany...


Ustalam termin na swoje warsztaty na 29 sierpnia, w ostatnią niedzielę wakacji. Drukuję ulotki, które rozdaję klientom kwiaciarni, przechodniom na ulicy, zostawiam kilka w różnych sklepach i kioskach. Przygotowuję notke prasową, która dzięki uprzejmości kolegi mojego Małża - trafia do kilku redakcji prasowych, radiowych i telewizyjnych. Zbieram i pakuję fanty do loterii fantowej, z której całkowity dochód zostanie przekazany na leczenie i rehabilitację Amelci...

Z niecierpliwością czekam na plakat. Chciałabym go jak najszybciej powiesić w oknie wystawowym, a tu ni widu,  ni słychu... W końcu 12 sierpnia wchodzi listonosz. Taszczy karton - z nadruku na nim widniejącego wnioskuję, że jest to przesyłka z firmy Victoria. Stawia go przy ladzie, odkleja druczek, podsuwa do podpisania. Pytam się, czy to wszystko, co ma dziś dla mnie - a on na to, że tak. Hm... Mam lekkie obawy przed podpisaniem potwierdzenia odbioru przesyłki, bo spodziewam się 2 kartonów gąbki a tu widzę tylko jeden... Może się drugi zawieruszył... Kurczę! No nic, podpisuję w końcu ten nieszczęsny druczek, pan wychodzi ze sklepu a ja rzucam się z nożem na pudło. Otwieram je, a moim wielkim, mało nie wypadniętym z orbit oczom ukazuje się mieszanka przeróżnych produktów Victorii. Hm... Może to jakaś pomyłka? Czekam na 2 kartony zielonej gąbki (czyli około 50 kostek) a dostaję: 7 kostek gąbki zielonej, 7 kostek gąbki szarej, zieloną kulę w siatce, zielony garnet mały, duży, i 3 zielone florety różnej wielkości... Wiadomo, że darowanemu... itd. no ale HELOŁ! Spodziewam się jednego, dostaję drugie... Nie można było tak od razu? Praktycznie wszystko mam już przygotowane do pracy z dzieciakami, każde miało zrobić kawałek toru kwiatowego... W tej sytuacji muszę przeorganizować co nieco; ja wiem, że gąbka nie jest droga, ale zważywszy na fakt, iż finansuję wszystko pozostałe, czyli kwiaty, dodatki, naczynia, dyplomy, słodycze i in. - kolejny wydatek nie nastraje co najmniej pozytywnie...

Na dnie pudła list od pana Grzegorza Woźniaka i plakat. Szybko piszę na plakacie datę moich warsztatów, kilka słów o zapisach itp. Wieszam go na szybie w oknie wystawowym. Idę na forum, a tam... inne osoby zaskoczone tym, co zawierają ich przesyłki... Niestety zostajemy przegadane, kilka ostrzejszych postów znika z tematu... Wiecie co? Zaczynam się powoli gotować!

Ale - jak się potem okazuje - to nie jest jedyna okazja do podniesienia ciśnienia... Kolejną sprawą, która nie została dograna - pomoc dla Amelki. Pojawia się wiele niejasności, ludzie zaczynają pisać do managera projektu, na forum - co z puszkami, co z pozwoleniami na abiórkę publiczną itd. - ten odsyła wszystkich do Karoliny, która dzwoni do mnie zrozpaczona - co ma zrobić? Przecież nie stać jej na zakup 30 skarbon stacjonarnych, z których każda kosztuje blisko 70PLN! Po wtóre - jak ona sama ma załatwiać pozwolenia na zbiórki w róznych miejscach przez różne osoby? Mnie skarbonka od Karoli nie jest potrzebna, tak samo jak zezwolenie - bo już takowe mam u siebie od połowy czerwca... Inna nasza koleżanka z forum również... Ale co z pozostałymi? Spinamy się, piszę na forum, jak możemy rozwiązać ten problem. Zapewniam pomoc w wypełnieniu wniosku, kieruję, gdzie go wysłać. Kilka osób odzywa się do mnie w tej sprawie, za co serdecznie im dziękuję - choć jak się potem okazuje - nie ma możliwości otrzymania pozwolenia aż do 22 sierpnia - kiedy to pani, która się tym zajmuje - wraca dopiero z urlopu... Ta sprawa powinna zostać dograna na samym początku, ale tak to jest, kiedy do głosu dochodzi tzw. spychotechnika...

Po otrzymaniu paczki od Victorii - czekamy na przesykę od firmy Victus-Emak... W kilku miejscach zaczynają się pierwsze warsztaty. Bez obiecanej odżywki. Dowiadujemy się, że zostanie ona wysłana 16 sierpnia. Czekamy więc...

25 sierpnia dzwoni telefon. Raz. Drugi. Nie mogę odebrać, robię bukiet. Oddzwonię jak klientka wyjdzie. Patrzę na wyświetlacz. Numer anonimowy. Jak ja nie lubię czegoś takiego! Po co ludzie się ukrywają z tymi swoimi numerami? Ani oddzwonic, ani zorientować się, kto też chce się z nami skontaktować... W końcu dzwoni raz jeszcze - tym razem odbieram - okazuje się, że rozmawiam z panią z gazety - z Dziennika Łódzkiego. Chwilę rozmawiamy o akcji, o Amelce i pomocy dla niej. Skutkiem naszej rozmowy jest artykuł w piątkowym wydaniu Dziennika Łódzkiego!


Tego dnia i następnego, od rana odbieram masę telefonów. Miejsca na warsztaty w pierwszej grupie kończą się bardzo szybko, to samo dzieje się z grupą drugą, popołudniową! Zainteresowanie jest ogromne! Zaczynam odmawiać przyjęcia dzieci na warsztaty z powodu braku miejsc, których miałam 25!

A odżywki jak nie było tak nie ma...

Sobota. Wstaję skoro świt, giełda. Kwiaciarnia. Robię bukiet ślubny, wydaję go. Przygotowuję swój malutki sklepik na jutrzejsze wkiatowe szaleństwo! Wnosimy kwadratową ławę, ustawiamy krzesełka pozyczone z zaprzyjaźnionego przedszkola. Szykuję nożyczki, rafię, osłonki, gąbki... Cieszę się ogromnie z poprawy pogody - jedziemy naciąć nawłoci. Mamy takie jedno wspaniałe miejsce, skąd czerpię troszkę naturalnych dodatków do swojej pracy. Zaczynam ciąć, zaczyna padać... Robi się strasznie ciemno, a ja mam za mało nawłoci! Małż zaczyna się pukać w czoło: "po co ci tego tyle! Już masz cały pojemnik! Jedźmy do domu zaraz będzie lało!". No tak, gada jak zwykle... Ja wiem ile czego potrzebuję i zawsze mi za mało! Więc idę jeszcze w jedno miejsce, zaczyna coraz mocniej kropić - w sumie to już nieźle pada! Małż się nade mną lituje, wyskakuje z samochodu i pomaga mi ciąć i obrywać zbędne liście... W końcu wsiadamy do samochodu - oberwanie chmury! Nie ruszamy się z miejsca bo widoczność zerowa! Odczekujemy kilka minut, ruszamy. Jestem spokojna. Mam wszystko, czego jutro potrzebuję. No, może brak mi zdrowia... Katar, kaszel, czuję, że chyba bierze mnie gorączka - więc ja biorę Tabcin. Pomaga, wygrzewam się pod kocykiem. Herbatka jedna, druga, piąta... Kawałek czekolady (najwspanialsze lekarstwo na wszystko, nawet na niechorobę!). Wieczorna toaleta. Idę spać.

Niedziela. Budzę się nieco po godzinie szóstej. Budzik mam nastawiony na ósmą, próbuję do tego czasu jeszcze się zdrzemnąć, ale coś nie mogę... Zaczynam się stresować, w sumie nie wiem dlaczego? Wstaję, Małż też się zwleka, jemy śniadanie. Spacer z Gajcią. Kupuję wafelki i lizaki. Dla moich małych warsztatowiczów. Jadę do kwiaciarni wcześniej, chyba nie mogę się doczekać? Wypisuję dyplomy. I czekam na dzieci.

Kilka minut przed godziną 11stą zaczynają się schodzić Milusińscy z rodzicami. Przychodzi fotograf, Darek Jagielski i moja funfela Aga, której zadaniem jest dopilnować loterii fantowej.

ZACZYNAMY!!!

Przedstawiamy się sobie, wypisujemy wizytówki. Opowiadam dzieciom o kwiatach, dlaczego się tym zajmuję, dlaczego bardzo chcę, żeby one również pokochały ten rodzaj sztuki. Wiecie co? Słuchają mnie z ogromnym zainteresowaniem! Omawiam plan naszych zajęć: pierw zrobimy bukiety, potem kompozycje w gąbce w osłonce. Kładę na stolik nawłoć, każde dziecko bierze sobie po 3 gałązki, obrywa liście. Ku ogromnej radości Maluchów - pozwalam rzucać wszelkie śmieci na podłogę! Zdaje mi się, że widzę przez szybę w drzwiach kwiaciarni wóz oznakowany TVP. Hm... Nie, to na pewno nie do nas! To, że moja kwiaciarnia znajduje się po sąsiedzku z gmachem łódzkiej telewizji to jeszcze nic nie znaczy, aczkolwiek...

Pokazuję dzieciom, jak trzymamy liście, jak dokładamy kwiaty i zaczynają nam powstawać fajne bukiety, w których pierwsze skrzypce gra nawłoć i goździki gałązkowe.



Wtem drzwi się otwierają i wchodzą panowie z kamerą, mikrofonami, oświetleniem! Tak! Z TV! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Małe zamieszanie na sali, na zapleczu słyszę, że też ;) Panowie stwierdzają, że się troszkę pokręcą, co nieco nagrają i żeby się nimi nie przejmować, robić swoje. Więc robimy swoje! Bukiety ułożone, wstawione do wazonów, w których jest woda z odżywką - wcześniej tłumaczę dzieciom po co sypiemy odżywkę, dzieci rozpuszczają 2 saszetki FloraLife do litrowego kubełka, mieszamy i wlewamy to do przygotowanych wazonów.


Nagle podchodzi do mnie pan z mikrofonem i prosi o króciutki wywiad! O matko! A ja nawet umalowana nie jestem! No ale ok, rozmawiamy chwilkę o akcji, o loterii fantowej. Nawet jeden chłopczyk udzielił kilku odpowiedzi panu z telewizji!


Żegnamy się. Trzeba oglądać dzisiejsze wydanie Łódzkich Wiadomości Dnia! Ciekawe co z tego wywiadu pokażą, czy wogóle... No nic.

Rozpoczynam dalszy ciąg zajęć. Pokazuję dzieciom gąbkę florystyczną, trochę o niej opowiadam, pokazuję, że świetnie się z niej wycina porządane kształty. Rozdaję dzieciom osłonki - niemal wszystkie dziewczynki chcą różową! Rozdaję również wcześniej przycięte gąbki, proponuję, żeby każdy sprawdził, czy jego gąbka pasuje idealnie do osłonki. Kiedy okazuje się, że tak - na środku stolika ląduje wiadro z odmierzoną wcześniej wodą, do którego dzieci sypią odżywkę, mieszają wodę. Moczymy gąbki. Jest to chyba najciekawszy punkt warsztatów, każdy Maluch z wielkim zainteresowaniem obserwuje swój kawałek gąbki, który tonie!




Dzieciaki wyławiają gąbkę, są zaskoczone, że tyle ta gąbka teraz waży! Kiedy wszystkie gąbki lądują w osłonkach, opowiadam o kompozycjach, przedstawiam najprostsze zasady układania dekoracji. Rozdaję róże, goździki, koreanki, frezje, gipsówkę, alstremerię, do tego ruskus i szparagus pierzasty. Teraz dopiero nastaje istne szaleństwo tworzenia! Powstają fantastyczne kompozycje!



A wśród tego wszystkiego - śmiech dziecka! Najcenniejsze, co mogłam dziś otrzymać! Wszystkie buzialki uśmiechnięte! Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć, wręczenie dyplomów i słodkości, moc podziękowań spływa na moje serce! No, i skarbonka Amelki się zapełnia! Jestem szczęśliwa!



Po pierwszej grupie - mam tzw. międzygrupę - kilkoro dzieciaczków układa swój pierwszy w życiu prawdziwy bukiet! Są przeszczęśliwe a i ja się cieszę! Dyplomy, zdjęcia, łakocie, podziękowania...



Mamy chwilkę na oddech, Małż jedzie po chińszczyznę a ja z Agą sprzątamy cały bałagan z podłogi. Przygotowuję wszystko dla grupy popołudniowej, która zbiera się w okolicach godziny 15stej. Pierw bukiety z nawłoci i goździków, potem moczenie gąbki, kompozycje w osłonkach, dyplomy, łakocie, podziękowania...

Po wszystkim padam na fotel. Spełniona. Szczęśliwa. Wszystko poszło zgodnie z planem! Ciepła herbatka, relaks połączony z odiwedzaniem Waszych blogów... A wcześniej nagrywam moje wystąpienie w TV!

*******

Poniedziałek. Listonosz przynosi kopertę. Odżywki dotarły na miejsce...

*******

Czy w przyszłym roku wezmę udział ponownie w ogólnopolskiej akcji Floryści Dzieciom? Nie wiem. Sama idea warsztató dla dzieci jest fantastyczna, tylko ta cała organizacja nie do końca mi się podoba. No i mam jeszcze kilka "ale" co do przygotowań itd ale to już zatrzymam dla siebie i dla kilku przyjaciół... Nie chcę, żeby mój blog stał się miejscem, gdzie się kogoś oczernia, stawia w złym świetle - znaczy w prawdziwym, ale niekoniecznie dobrym dla tej osoby. Lub grupy osób...

*******

Dziękuję, mam nadzieję, że choćmngarstka z Was dotrawała do końca tego megadługiego posta, obiecuję więcej Was tak nie męczyć, aczkolwiek kto wie, kto wie... :)

Buziaczki!