czwartek, 21 października 2010

Szufladowe wyzwanie #9 i łapanie dziewiątek

Po raz kolejny z miłą chęcią - zgłąszam swoją pracę do jesiennego wyzwania, jakie stawia przed nami jedna z Projektantek Szuflady. Wyzwanie zatytułowane jest "JESIEŃ ZA OKNEM" i wyraża je poniższy obraz:


w odpowiedzi na obraz Art-Ambrozji:


Przedstawiam jesienny wianek, który z powodzeniem można położyć na komodzie, na parapecie, można go powiesić na drzwiach czy na ścianie... Ale także można go zanieść na cmentarz i położyć na grobie bliskiej osoby, można uzupełnić jego światło niewysokim zniczem...

*******
Jeśli ktoś miałby ochotę nabyć ode mnie taki wianuszek - piszcie na maila kwiaty@swiata.pl

*******
Spoglądam na licznik odwiedzin mojego bloga - stale rośnie, a niedługo osiągnie wartość aż czterech dziewiątek, co mnie ogromnie cieszy! I chcę, żeby ta magiczna liczba 9999 ucieszyła kogoś z Was - zatem zapraszam na "Polowanie na Dziewiątki" - osoba, która prześle mi na maila zrzut z ekranu, na którym będą widniały 4 dziewiątki w liczniku odwiedzin - otrzyma ode mnie mały upominek niespodziankę :)

*******
Pozdrawiam z okropnie zimnej i zawianej Łodzi!

wtorek, 19 października 2010

... i co z zaufania wyszło ;)

Jakiś czas temu wchodzi do mojej malutkiej kwiaciarenki dawna znajoma, jeszcze z czasów podstawówki. Aga oświadcza mi, że chce, żebym to ja ukwieciła jej najważniejszy dzień w życiu, bo ma do mnie bezgraniczne zaufanie, wie, że wszystko będzie wspaniałe! Nie powiem, takie słowa sprawiają, że czuję się naprawdę dobra w tym co robię, cieszę się niezmiernie!

W ciągu kilku kolejnych odwiedzin ustalamy szczegóły. A co widać na pamiątkowych zdjęciach Agi i Pawła? Przedstawiam poniżej:

bukiet Panny Młodej


wpinka we włosy Panny Młodej

butonierka Pana Młodego

bransoletka Druhny

butonierka Drużby

dekoracja auta







Pozdrawiam cieplutko!

czwartek, 14 października 2010

Jak to z tym Dniem Nauczyciela jest

Ostatnio zastanawiam się - gdzie pracuję: kwiaciarnia czy pakowalnia prezentów? Teoretycznie w tym pierwszym, ale praktycznie... to nie ma dnia bez zapakowania co najmniej 3 prezentów. Dziś to chyba szczyt: 16 prezentów dla nauczycieli - same bombonierki, ptasie mleczka, czekolady, praliny itp słodkości.

kilka z nauczycielskich prezentów





Nastraja mnie to pozytywnie i nie nastraja. No bo najbardziej zależy mi, żeby sprzedać jak najwięcej kwiatów, ale cieszę się z każdego zapakowanego prezentu. To jak byt i niebyt. Ale skoro jest byt - nie ma niebytu. Czy jakoś tak... Platon wie. Na pewno.

Kwiaty dla nauczycieli. Dzień Edukacji Narodowej. Dzień Nauczyciela. Powiązania. Odkąd pamiętam (a tak naprawdę od 1982r) - w ten dzień nie ma lekcji, jeśli są - to "wery lajtowe". I są kwiaty. Morze kwiatów. A może już nie... Coraz mniej uczniów w tym dniu podąża ku bramom szkoły z kwieciem w ręku... Smutne. Dlaczego tak się dzieje? Moda? Ewolucja zwyczajów? Postępująca znieczulica? Brak pieniędzy? Chyba po trosze wszystkiego - tak sądzę... To mnie naprawdę zastanawia.

Jeśli wziąć pod uwagę modę - to chyba w starszych klasach - wstyd przynieść kwiatka "babce od polaka", to takie DEMODE. Nie wypada się wyłamywać, skoro inni też olewają sprawę... A jeśli to zwyczaje pędzą do przodu? Taka kolej rzeczy? Bez poważnej przyczyny, bo: po prostu tak się dzieje? Ale - przecież nie jesteśmy kukłami, jesteśmy myślącymi logicznie istotami... choć czasem wydaje mi się, że jednak nie wszsycy... Nie ważne.  Znieczulica? Przecież PO CO... Brak pieniędzy? To w wielu przypadkach może być powód kluczowy. Kasy mamy coraz mniej... Ale. Czy trzeba wydawać fortunę? Przecież wystarczy kupić jedną długą piękną różę... gałązkę lilii, słonecznika... I w 10zł się zamykamy. Czasem wystarczy się złożyć po kilka złotych - i kupić wychowawcy jeden ale okazały i elegancki bukiet. Jeśli nie kwiaty to chociaż jakiś drobiazg, nawet w postaci słodkiego upominku. Liczy się przecież gest...

Dlaczego kwiaty? Bo są najlepszym wyrazem emocji! Po co wogóle daje się coś nauczycielowi 14 października? Jasne, nie trzeba. Nie ma przymusu. I właśnie dlatego - powinno się coś dać, tak bezinteresownie, od serca... Przecież to nauczyciele spędzają  większą część dnia z młodymi ludźmi, ucząc ich, wychowując, kształtując poniekąd osobowości młodych ludzi, odkrywając ich talenty, stymulując do twórczego działania, ogólnie pomagając... Czy naprawdę nic im się od uczniów nie należy? Czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć coś oczywistego? Że nauczyciele są jakby drugą rodziną? Kimś bardzo ważnym w życiu każdego człowieka? Wiadomo - są nauczyciele, których się lubi, których się nie lubi, którzy są dla nas obojętni. Ale są. I każdy z osobna jest częścią naszego życia, już od pierwszego dnia żłobka, przedszkola, podstawówki... Ja sama mam mnóstwo złych ale i mnóstwo dobrych wspomnień. Wszystkie pielęgnuję w swojej pamięci, bo wszystkie są po coś. Po to, żebym mogła stwierdzić, kim jestem. To dzięki nauczycielce od historii wiem, że to nie jest moja dziedzina, to dzięki nauczycielce od matematyki wiem, że uwielbiam rozwiązywać układy równań z trzema niewiadomymi, w końcu dzięki nauczycielce od biologii  - jestem biologiem... A dzięki Kasi Wójcik - jestem florystką.

Dziękuję w tym miejscu wszystkim moim nauczycielom! Chciałabym do Was wszystkich posłać bukiet kwiatów, choć wiem, że to niemożliwe, niektórych z Was już nie ma wśród nas, po niektórych słuch zaginął, inni są gdzieś obok... Ale jest moja ukochana nauczycielka - Pani Basia Trojak. Wychowawczyni IIc w SP nr70 w Łodzi...


Pani Basiu - na Pani ręce składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pomyślności, niegasnącej pogody ducha i nieustającej dobroci i miłości do całego świata! 

wtorek, 12 października 2010

Nagrobnie

Nie lubię florystyki żałobnej. Może zbyt emocjonalnie podchodzę do każdej wykonanej pracy, a co mnie osłabia? Może... ale chciał nie chciał - spaceruję między wiązankami pogrzebowymi, kompozycjami nagrobnymi i dekoracjami zniczy... Czasem coś mi wyjdzie, czasem zupełnie się nie uda.... aczkolwiek nie wiem co jest - nie miałam jeszcze klienta, który miałby jakieś pretensje w tym temacie... To już bardziej kłótliwi są klienci okolicznościowi no i ślubni oczywiście ;)

Od jakiegoś czasu mam w sklepie podkłady w kształcie krzyży, wianków, poduszek... Mam przeróżne kwiaty sztuczne, dodatki... Tylko weny coś brak! W końcu dziś - mobilizacja! Trzeba zrobić choć kilka stroików na cmentarze. No przecież! I tak na mojej wystawie zobaczyć można:






Pozdrawiam wszystkich cieplutko!

poniedziałek, 11 października 2010

Ślubnie, pogrzebowo i niespodziankowo

Moim kolejnym wyzwaniem ślubnym jest bukiet dla znajomej z dziecięcych lat... Ma być niewielki, okrągły, lawendowo-biały. Kwiaty? Oczywiście eustoma :) i niezwykle aromatyczna frezja. I delikatny szparagus modrzewiowy. Zdobienie kryształkowe, srebro. Do tego oczywiście butonierka dla Pana Młodego i dla sześciu świadków, i wpinka kwiatowa we włosy. Zamawiam eustomę odmiany 'Mariachi Lavender' i białą frezję (obojetna odmiana, wszystkie są przecudnej urody, no i ten aromat...). Po 2 paczki. W piątkowy wieczór układam bukiet i ku mojej rozpaczy - brakuje mi kwiatów eustomy! Jak to możliwe? Przecież zawsze obliczam kwiaty tak, że jeszcze sporo zostaje, co się tym razem stało? Ano tak - na pojedynczej gałązce jest tylko 1 (słownie: jeden!) rozwinięty kwiat! No i masz babo placek! Zawsze coś! Jutro więc czeka mnie giełda i/lub hurtownia - obym dobrała identyczne kwiaty! No nic, w razie czego - nieco zmodyfikuję projekt i też będzie dobrze. Przygotowuję butonierki i podkład pod wpinkę.

Odkładam na bok ślubne dekoracje, biorę się za wiązankę pogrzebową, która okazuje się być niewiele mniejsza od wieńca. Ech, te pogrzeby...


*******
Koniec końców Pan Młody odbiera takie oto kompozycje:

bukiet ślubny


butonierka świadka (x6)

butonierka Pana Młodego

wpinka kwiatowa we włosy Panny Młodej

*******
Ubiegły tydzień przyniósł mi niespodziankę od Peninii. Dziękuję Ci jak nie wiem co! Wszystko jest prześliczne, a w realu przeentuje się jeszcze lepiej! No - i mam zagwozdkę! Na jakie zapiski przeznaczyć notes? Szkoda zapisywać w nim cokolwiek, jest taki urokliwy! Pozdrawiam cieplutko!


*******

Dziękuję wszystkim Odwiedzającym za cieplutkie komentarze i proszę o więcej bo ziiiiimno jak neiu wiem co się robi! brrrrrrrrrr

środa, 6 października 2010

Szufladowe wyzwanie #8

Po raz kolejny biorę udział w wyzwaniu Szuflady. Tym razem jest to już ósma tego typu zabawa zaproponowana przez Projektantki tego magicznego i pełnego inspiracji miejsca ;)

Praca ma nawiązywać tematycznie do poniższego zdjęcia, a jej tytuł brzmi "Baśń"...


Moja propozycja to drewniane serduszko z dekorem 3D, muśnięte masą perłową z basniową ptaszyną...



Dlaczego akurat ta praca? Miałam co prawda coś innego Wam pokazać, ale kiedy wczoraj po raz ostatni prowadzę pędzel z lakierem po tym serduszku - wchodzi do mnie sąsiadka i mówi: "łooo, jaka baśniowa ptaszyna!". No to tak sobie myślę: skoro ona tak twierdzi to może faktycznie coś w tym sercu jest baśniowego? Może to ten ptak? Hm... Oceńcie same!


Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za odwiedziny, a każdy komentarz jest na wagę złota!

niedziela, 3 października 2010

Coś mi nie idzie...

... a staram się jak zawsze!

No właśnie! Muszę się trochę wyżalić! 

Wstawiam do wazonu z kondycjonerem pomarańczowe cantedeskie. Użyję ich do bukietu ślubnego i innych dekoracji, tak do kompletu. Mija kilka godzin, zaczynam układać bukiet. Wydaje się na pierwszy rzut oka, że ten typ bukietu to prościzna! Przecież wystarczy wziąć przyłożyć kwiat do kwiata, związać, owinąć tasiemką, ozdobić. Ot, i cała filozofia! Tylko czemu cena takiego bukietu jest taka wysoka?! No, i tak sobie układam. I rozwalam. I układam na nowo. I znowu rozwiązuję! Ile jeszcze takich prób nieudanych? Dlaczego kwiaty nie chcą mnie słuchać? Przecież praktycznie zawsze szło dość gładko... Zaczynam doceniać swój spryt - bukiet układam w piątek :) więc do soboty mam jeszcze teoretycznie jeszcze sporo czasu! Teoretycznie... No, w końcu, po jakiś 3 godzinach przecinanych nieładnymi wyrazami - bukiet związuję na gotowo. Wstawiam do wody z kolejną odzywką. Niech do jutra kwiatki sobie jeszcze popiją...

Zabieram się do przygotowania butonierki i ozdób dla świadków oraz na autko. Przeglądam umowę, a tam jak wół napisane: świadkowie - cantedeskie białe! Matko kochana! Co się ze mną dzieje? Ostatnio coś rozkojarzona chodzę... Chyba brak urlopu robi swoje... Dzwonię do Miśka z fantastyczną nowiną - jutro jedziemy na giełdę - mam nadzieję, że dostanę to co chcę... Już nic nie robię, rano dam radę ze wszystkim.

Na giełdzie pełno cantedeskii. W sumie czas ich największego rozkwitu powoli przemija, ale i tak jest w czym wybierać. ALE - nie ma nigdzie białych! Robi się gorąc! I w hurtowni nie ma, i na giełdzie jednej nie ma, na drugiej... hm coś jest, jakby biała. Ale to nie Crystal Blush, która jest najpiękniejszą białą cantedeskią... Biorę co jest.

Pierw dziergam dekoracje dla świadków. Następnie przygotowuje kwiat we włosy dla Panny Młodej, potem butonierkę dla Pana Młodego. Wykańczam bukiet. Coś jednak mi w nim nie gra tak do końca... Robię zdjęcia.






Przyjeżdża Pan Młody i odbiera wszystko prócz deko samochodu - kierowca ma podjechać pod kwiaciarnię po czternastej. Ok. Do tego czasu spokojnie przygotuję kwiaty. Ma to być po 1 kwiatku przy każdej klamce, czyli sztuk 4 i 3 sztuki luzem rzucone na maskę. Tak patrzę na kwiaty w wazonie i żal mi zostawiać tyle cante niewykorzystanych... Dlatego zamiast po jednym kwiatku - przygotowuję stroiki - przy klamkach po 2 kwiaty - biały plus pomarańczowy, a na maskę po 3 kwiaty - 2 pomarańczowe plus jeden biały, i ruskus. Młodzi mam nadzieję - będą zadowoleni...Podjeżdża cadillac. No niezłe cacko! Mocuję stroiki na masce - coś ten środkowy nie bardzo chce się trzymać... przecież przyssawki są doskonałe, wg mnie coś z maską nie tak w tym miejscu, bo w innym te same przyssawki przylegają idealnie... Módlmy się, żeby ten jeden stroik nie odfrunął po drodze... Mam zamocować kwiaty przy klamkach... Ale tak patrząc na bok samochodu stwierdzam, że lepiej stroiki będą wyglądać na tylnych drzwiach, obok siebie. Kierowca, pan Tomek, potwierdza, więc tak mocuję. Jeszcze tylko kilka zdjęć...






ech... No mam nadzieję, że Państwo Młodzi są zadowoleni...

piątek, 1 października 2010

Wrześniowe Miejsce Sympatycznych Klimatów to...

... http://sekretyaniola.blogspot.com/ - 4 punkty głosowe, co oznacza, że na ten blog głosowały 4 osoby :)

Blog prowadzony przez Różanego Anioła zdobył miano Wrześniowego Miejsca Sympatycznych Klimatów dzięki głosom innych blogowiczów!

Tak więc - Różany Aniele - przyjmij w prezencie powyższy tytuł i poniższy banerek - serdecznie gratuluję!  


Na drugim miejscu uplasował się blog Psianki, czyli

 http://psiokociswiat.blogspot.com/ zdobywając 3 punkty głosowe.

Na trzecim miejscu uplasowały się blogi, które zdobyły po 2 punkty głosowe:




Pozostałe, wskazane przez Was blogi - uzyskały po 1 punkcie głosowym:










































W sumie zagłosowało 18 osób.

Jeszcze raz gratuluję Różanemu Aniołowi i życzę powodzenia w kolejnych głosowaniach!

Wszystkim, którzy zechcieli wziąć udział w mojej zabawie i oddali swoje głosy - gorąco dziękuję! Spośród wszystkich głosujących postanowiłam wylosować jedną osobę, która otrzyma ode mnie małą niespodziankę :) Tą osobą jest



poproszę więc od Ciebie Madlinko - dane do wysyłki na maila kwiaty@swiata.pl

Zapraszam do głosowania w plebiscycie na Październikowe Miejsce Sympatycznych Klimatów już teraz!

Spośród osób, które:
1) zagłosują wybierając 5 blogów zasługujących na miano Październikowego Miejsca Sympatycznych Klimatów (poprzednio były 3 blogi ale na prośbę wielu głosujących - zwiększam tą liczbę do 5)
2) umieszczą na swoim blogu poniższy banerek podlinkowany do tego posta
rozlosuję niespodziankę :)


Pozdrawiam cieplutko i życzę słoneczka!